


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim” (Łk 1,57-66)
Czytając dzisiejszą Ewangelię, mam ochotę ją... poprawić.
Spokojnie... Oczywiście nie mam zamiaru ingerować w objawione słowo Boże, oczywiście zgadzam się z prawdami w nim zawartymi i przyjmuję Jego autorytet.
Moja chęć „poprawy” wynika raczej z pragnienia uwypuklenia pewnych sformułowań, obrazów i słów przeczytanych w przytoczonym dzisiaj fragmencie Ewangelii.
Zastanawiam się na przykład nad sprzeciwem, z jakim spotkała się propozycja nazwania malutkiego chłopczyka imieniem jego ojca Zachariasza. Przecież hebrajskie zacharjahu onacza „Jahwe pamięta”. A czyż narodzenia Jana Chrzciciela nie można traktować, jako szczególnego wyrazu Bożej pamięci, która nie tylko odpowiada w konkretny sposób na oczekiwania i modlitwę rodziców małego Jana, ale również jest spełnieniem starotestamentalnych proroctw, chociażby takich, jakie mieliśmy okazję czytać w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych. Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego. I skłoni serce ojców ku synom, a serce synów ku ich ojcom, abym nie przyszedł i nie poraził ziemi [izraelskiej] przekleństwem?” (Ml 3,1-4.23-24)
Ale do imienia Zachariasza dodałbym oczywiście imię Jan, które w języku hebrajskim oznacza „Bóg (Jahwe) jest łaskaw”. To imię bowiem jeszcze wyraźniej zapowiada, że osoba Jana Chrzciciela nie jest jedynie jednym z miliardów „obywateli Ziemi” jacy żyli na naszej planecie przez wszystkie wieki, lecz szczególnym zwiastunem łaski Bożej objawiającej się w pełni w osobie Jezusa Chrystusa.
Dlatego też nie mogę się doi końca zgodzić z radością „sąsiadów i krewnych Elżbiety, którzy usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią”. W zasadzie bowiem Pan okazał miłosierdzie nie tyle nad konkretną rodziną, ile nad całym swoim ludem, który z utęsknieniem oczekiwał Zbawiciela, którego Jan tak wyraźnie wskazał poprzez swoją posługę.
Co więcej, uważam, że misja Jana Chrzciciela trwa... nadal. Wciąż bowiem cała ludzkość czeka na nadejście dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego”. Wciąż jest jeszcze czas, aby serce ojców zostało skłonione ku synom, a serce synów ku ich ojcom, aby Bóg nie musiał porazić ziemi przekleństwem.
Boję się jednak, że im szybciej zbliża się Dzień Pański, tym słabszy jest ruch prorodzinny. Praca na rzecz pojednania ojców i synów (taka jak na przykład wspaniała inicjatywa Tato.net - Darka Cupiała) jest ograniczona jedynie do niektórych, chyba zbyt mało licznych, środowisk chrześcijańskich.
Widząc postępującą w naszym kraju falę rozwodów, a wraz z nimi coraz większe zagubienie jakie obserwuje się wśród dzieci (wzrastającą liczbę przestępstw z udziałem nieletnich, obniżenie wieku inicjacji seksualnej i sięgania po różnego typu używki), wydaje się, że misja Jana powinna być nagłaśniana i propagowana przez każdego chrześcijanina, tak aby jak największa liczba ludzi mogła nie tylko usłyszeć przesłanie do przygotowania drogi Panu, ale także wziąć je sobie głęboko do serca.