


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść” (Mk 5,21-43)
Kiedy czytam przytoczony dzisiaj fragment Ewangelii wg Św. Marka, nieodparcie nasuwa mi się skojarzenie z jedenastym rozdziałem Ewangelii wg Św. Jana opisującym wskrzeszenie przyjaciela Jezusa - Łazarza. Jak być może pamiętamy, i w jednym, i w drugim przypadku, Jezus, wezwany do chorego, wręcz umierającego człowieka, „zwlekał” niejako ze swoim przyjściem, ku rozpaczy tych, którzy oczekiwali cudu uzdrowienia, wiedząc, że każda minuta zwłoki może narazić chorą osobę na niebezpieczeństwo śmierci.
Patrząc jednak na te sytuacje obawiam się, że również w naszej mentalności funkcjonuje schemat podobny do myślenia ludzi opisanych w przytoczonych historiach. Nie tak dawno rozmawiałem z pastorem pewnej parafii protestanckiej, który przyznał, że jest w stanie uwierzyć w uzdrowienia dokonywane obecnie w mocy Imienia Jezusa, lecz nie jest w stanie uwierzyć i zaakceptować faktu wskrzeszeń opisywanych we współczesnej literaturze chrześcijańskiej czy przedstawianych na różnych filmach.
Wydaje się, że niezależnie od cudów Jezusa o jakich czytamy w Biblii (a czasami oglądamy w rzeczywistości), człowiek wciąż nakłada jakieś „ograniczenie” na Wszechmogącego Boga. Dokładnie tak, jak w opisanych powyżej historiach ewangelicznych.
Z jednej bowiem strony ludzie towarzyszący Jezusowi mogli wiele razy obserwować różne cuda zdziałane przez Niego (na przykład cud uzdrowienia kobiety od dwunastu lat cierpiącej na upływ krwi), lecz kiedy dochodzi do nich wieść o śmierci córeczki Jaira z rezygnacją stwierdzają, aby nie trudzić już Nauczyciela, gdyż dziewczynka nie żyje. Podobnie zresztą reaguje siostra zmarłego Łazarza, witająca Jezusa pełnymi wyrzutu słowami: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł” (J 11,21).
A jednak i w jednym i w drugim przypadku z całą mocą ukazuje się chwała Ojca działająca przez Syna w Duchu Świętym. I w jednym i w drugim przypadku, cud wskrzeszenia potwierdza wyraźnie tożsamość Jezusa - Jednorodzonego Syna Bożego, dla którego nie ma sytuacji beznadziejnych i nie ma ograniczeń w działaniu.
Być może właśnie dlatego w dniu dzisiejszym mamy możliwość pochylenia się z uwagą nad tekstem ewangelicznym, aby z całą mocą uświadomić sobie, że „zwłoka” w działaniu Pana nie ma nigdy na celu unieszczęśliwienia człowieka, lecz, wręcz przeciwnie, służy naszemu dobru, fizycznemu i duchowemu. Być może dzięki tej zwłoce jeszcze wspanialej objawia się chwała Boża i wzrasta nasza wiara?