


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Nazajutrz po rozmnożeniu chlebów lud, stojąc po drugiej stronie jeziora, spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły od Tyberiady inne łodzie. A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał” (J 6,22-29)
Dziwy! Cuda!
Ah! Jakby to było miło, gdyby codziennie istniała możliwość oglądania ich w naszym życiu!
Zapewne takie właśnie pragnienia zawładnęły sercami ludzi zgromadzonych wokół Jezusa na brzegu Jeziora Galilejskiego. To z kolei spowodowało, że rozpoczęło się pilne poszukiwanie Mistrza z Nazaretu, który, odnaleziony wreszcie na drugim brzegu jeziora, w jasny sposób odważył się jeszcze obnażyć prawdziwe intencje poszukujących...
Patrząc na te sceny dziwię się faktem... niezmienności ludzkiej natury. Każdy człowiek (w tym chyba i my) wciąż domaga się znaków i cudów. Jednak w momencie, kiedy zobaczy Boże działanie bynajmniej nie czuje się zaspokojony, lecz myśli o tym w jaki sposób podporządkować Bożą moc swoim własnym wyobrażeniom, a przede wszystkim swoim potrzebom.
To zaś prowadzi najczęściej nie tylko do skłócenia porządków wiecznego i doczesnego, ale również do napięcia, często kończącego się odrzuceniem Bożej woli i... Bożych świadków. Z taką sytuacją zapoznaje nas również fragment Dziejów Apostolskich zawarty w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Słyszymy w nim, że „Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej /synagogą/ Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego /natchnienia/ przemawiał. Podstawili więc ludzi, którzy zeznali: Słyszeliśmy, jak on mówił bluźnierstwa przeciwko Mojżeszowi i Bogu. W ten sposób podburzyli lud, starszych i uczonych w Piśmie. Przybiegli, porwali go i zaprowadzili przed Sanhedryn. Tam postawili fałszywych świadków, którzy zeznali: Ten człowiek nie przestaje mówić przeciwko temu świętemu miejscu i przeciwko Prawu. Bo słyszeliśmy, jak mówił, że Jezus Nazarejczyk zburzy to miejsce i pozmienia zwyczaje, które nam Mojżesz przekazał. A wszyscy, którzy zasiadali w Sanhedrynie, przyglądali się mu uważnie i zobaczyli twarz jego podobną do oblicza anioła” (Dz 6,8-15)
Jezus i Jego naśladowca, św. Szczepan, zostali postawieni przed bardzo ważnym wyzwaniem. Z jednej bowiem strony i Jezus, i Szczepan, w jednym momencie mogli stać się sławni i popularni, gdyby tylko zechcieli odejść od Bożych wizji i podporządkować je pragnieniom człowieka. I Jezus, i Szczepan, mogli zająć jakieś znaczące pozycje społeczne (Jezusa chciano przecież obwołać królem), gdyby tylko nie wymagali zmian w życiu, gdyby nie potępiali grzechu i nie wzywali do nawrócenia...
A jednak i Jezus i św. Szczepan nie mogli zaakceptować takich pragnień, ponieważ stanowiły one automatycznie zaprzeczenie Bożej woli. I sam Pan Jezus i jeden z Jego pierwszych uczniów, trwali aż do śmierci w przyjaźni z Bogiem, wciąż dokonując znaków i cudów. Największy z tych cudów wydarzył się jednak dopiero po ich śmierci. Tym cudem było na pewno Zmartwychwstanie Pana, w którym na pewno ma również udział św. Szczepan... i każdy, kto woli stać przy Bogu niż schlebiać ludzkim oczekiwaniom...