Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Przypadkowy bohater?

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu” (J 1,19-28)

 

Już kilka razy na przestrzeni ostatnich lat miałem okazję oglądać film nakręcony w 1992 roku (zresztą naprawdę w gwiazdorskiej obsadzie) pt. „Przypadkowy bohater”. Opowiada on ciekawą historię: Samolot z Chicago do Nowego Jorku ulega poważnej awarii i tuż po starcie musi przymusowo lądować z kilkudziesięcioma pasażerami na pokładzie. Niestety maszyna nie dolatuje do lotniska i uderzając w ziemię staje w płomieniach. Przypadkowym świadkiem katastrofy jest Bernie LaPlante (grany przez Dustina Hoffmana), udający się na spotkanie z synem Joeyem. Narażając własne życie ratuje z płonącej maszyny znaną dziennikarkę chicagowskiej telewizji, Gale Gayley (Gina Davies). Przy okazji kradnie reporterce torebkę i portfel pełen kart kredytowych i w pośpiechu oddala się z miejsca zdarzenia, gubiąc w błocie but. Ponieważ jednak psuje mu się samochód, korzysta więc z pomocy Johna Bubbera (Andy Garcia). Ten zapomniany przez wszystkich weteran wojny wietnamskiej pędzi żywot włóczęgi i kanciarza. To jemu zdenerwowany Bernie LaPlante żali się na swój podły los, opowiada o katastrofie samolotu i oddaje ocalały jeden but, z którego nie będzie miał przecież pożytku. Tymczasem Gale poszukuje tajemniczego mężczyzny, który uratował jej życie. Przebojowa dziennikarka nadaje całej sprawie ogromny rozgłos. Do akcji włączają się media, a za odnalezienie „Anioła rejsu 104” wyznaczono już ogromną nagrodę - milion dolarów. Jedynym tropem w tej sprawie jest but, którego właściciela pragną teraz poznać wszyscy. Skuszony wielką sumą pieniędzy, w siedzibie stacji telewizyjnej zjawia się po jakimś czasie John Bubber, który dysponując butem Berniego LaPlanta, podaje się za bohatera ratującego pasażerów i oprócz olbrzymiej nagrody pieniężnej, w ciągu zaledwie kilku dni staje się gwiazdą wszystkich mediów...

 

Nie będę jednak opowiadał w tym miejscu całego filmu (aby nie psuć ewentualnej przyjemności oglądania go, jeśli jeszcze raz zagości na antenie którejś ze stacji).

 

Ten film jednak w pewien sposób przypomniał mi się w kontekście dzisiejszej Ewangelii. Przecież tłumy, jakie ciągnęły do Jana Chrzciciela, śmiało mogły przynieść mu sławę i popularność nie tylko w całej Ziemi Świętej, ale nawet daleko poza jej granicami. Przecież wystarczyło odpowiedzieć pozytywnie na jedno z pytań postawionych przez wysłanników kapłanów i lewitów, aby zyskać popularność, o której wielu ludzi marzy latami. Być może wystarczyło tylko odpowiedzieć, że jest się Eliaszem, co przecież – jak potwierdził sam Jezus w rozmowie ze swoimi uczniami (por. Mt 17,12-13), było absolutną prawdą.

 

A jednak Jan Chrzciciel - największy między narodzonymi z niewiast - nie pragnął sławy. Pytany o swoją misję, jednoznacznie i zdecydowanie momencie wskazywał na Jezusa. Nie dyskutował, nie próbował zmieniać przepisów prawa. Pokornie wypełniał swoje posłannictwo czekając na objawienie Tego, któremu nie był godzien odwiązać rzemyka u sandała.

 

W tym kontekście zastanawiam się nad naszym postępowaniem... Czy my umiemy zająć właściwe miejsce w życiu (i w planie Bożym)? Czy raczej próbujemy wykorzystywać różne sytuacje (jak opisany powyżej bohater filmu) i próbujemy grać ludzi, jakimi tak naprawdę nie jesteśmy, aby tylko zdobyć sławę i uznanie...

 

Myślę, że wydarzenia betlejemskiej nocy, które wciąż rozważamy, bardzo wyraźnie podkreślają naszą tożsamość. Od czasu narodzenia Pana, nie musimy o nią walczyć. Wszyscy bowiem ci, którzy przyjęli Jezusa stali się DZIEĆMI BOŻYMI...

 

A przy takim tytule, cóż znaczy największy nawet bohater?