


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania” (Mt 4,12-17.23-25)
„Lud, który siedział w ciemności ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło”...
Wydawać by się mogło, że te słowa, zaczerpnięte z dzisiejszej Ewangelii stają się motorem działania niektórych znanych publicystów, którzy ze wszelkich sił starają się udowodnić współczesnym chrześcijanom, że... siedzą zamknięci w ciemnościach, a trzymając się Bożych przykazań, trwają jedynie w jakichś średniowiecznych zabobonach.
Przykładem takiego działania, może być opublikowana niedawno (29.12.2008 r.) w serwisie Wirtualnej Polski wypowiedź p. Magdaleny Środy - profesora Uniwersytetu Warszawskiego, etyka, filozofa, publicystki, feministki, byłej Pełnomocnik Rządu ds. Równego statusu Kobiet i Mężczyzn. W swoim felietonie opublikowanym pod chwytliwym tytułem „Kościół promuje nową formę zniewolenia kobiet”, pani profesor bardzo ostro zaatakowała ostatnie wypowiedzi biskupów dotyczące zapłodnienia in vitro. Snując różne dywagacje dotyczące dobra rodziny i kobiet, pani Magdalena Środa stwierdziła między innymi, że „Kościół nigdy nie był zainteresowany ani losem niepłodnych kobiet, ani zarodków, płodów czy nieochrzczonych niemowląt, a uznanie indywidualnych praw dziecka do bezpieczeństwa, potępiał w równym stopniu, jak rozwój medycyny (...) Według p. Środy „walka z nowoczesną medycyną, to przede wszystkim walka z prawem kobiet do posiadania dzieci. Biskupi i księża orzekli, że Pan Bóg nie jest przychylny zapłodnieniu in vitro, bo „nikt nie ma prawa do dzieci”, choć nigdzie nie wytłumaczyli, dlaczego Pan Bóg, który jest „panem życia”, nie ma nic przeciwko prawu do zdrowia i nowoczesnemu leczeniu różnych chorób, z czego tak chętnie korzystają wszyscy, w tym biskupi i księża. I dlaczego operacja poza organizmem tak skomplikowanego organu, jakim jest wątroba lub serce, jest zgodna z wolą Boga i błogosławiona w swoich rezultatach, a zapłodnienie poza organizmem dwóch komórek, które ma doprowadzić do leczenia niepłodności, jest z tą wolą niezgodne, a więc grzeszne? Czy dlatego, że wszyscy słudzy Boga mają wątroby lub serca, które mogą im się popsuć, a problem bezpłodności ich w ogóle nie dotyczy? Czy też dlatego, że Kościół tracąc władzę w dziedzinach życia duchowego, pragnie ją zachować przynajmniej tam, gdzie chodzi o władzę nad kobietami?”
Oczywiście pani profesor nie odniosła się w swojej wypowiedzi do istoty sprawy, zapomniawszy zapewne, że metoda in vitro nie jest jedynie jakąś formą zabiegu medycznego, lecz ludzką manipulacją związaną z pewnego rodzaju selekcją genetyczną i wyborem jednych zarodków oraz zniszczeniem innych (tak więc, dając możliwość poczęcia jednego dziecka, jednocześnie odbiera życie innym poczętym dzieciom).
Co więcej, zarówno p. Środa jak i jej podobni szermierze postępu, poprzez publikację swoich mylnych tez głoszonych pod płaszczykiem dobra i szczęścia ludzi, chcą być postrzegani jako ci, którzy niosą światło wiedzy i prawdy ciemnemu narodowi i poprzez swoje działania próbują wyzwolić go z kajdan niewoli.
Być może jednak zapominają o tym, że ludzka historia zna już Tego, który tak „dzielnie i mężnie” próbował nieść ludziom „światło i prawdę”, że znany jest pod imieniem „Lucyfera” (czyli dosłownie - Niosącego Światło). Wielu ludzi, na własnej skórze doświadczyło, jak najczęściej kończą się Jego misje i jak wielki problem mają ci, którzy niepomni na Boże przykazania, wolą słuchać podszeptów tego upadłego anioła.
Dlatego też dzisiejsza Ewangelia przypomina nam o tym jak rozpoznać tego, kto niesie prawdziwe światło. Jest to nie tyle ten, kto dużo i pięknie mówi, ale przede wszystkim nieustannie działa dla dobra człowieka.
Najwspanialsze świadectwo takiego działania dał nasz Pan – Jezus Chrystus. Jak przypomina cytowany dzisiaj opis według św. Mateusza, Mistrz z Nazaretu nie tylko nauczał i wzywał do nawrócenia, ale też uzdrawiał „wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków”...
Jeśli więc ktoś ma wątpliwości i zastanawia się nad tym, kto przyniesie człowiekowi wyzwolenie od jego problemów, niech skonfrontuje dotychczasowe ludzkie pomysły, jakie pojawiały się na przestrzeni wieków (a które wcześniej czy później okazywały się wielkim niewypałem) z Bożą miłością objawioną w Osobie Jezusa Chrystusa.