


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli Mu: Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić. Lecz On im odpowiedział: Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu. Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą. Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto dom wasz [tylko] dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż <nadejdzie czas, gdy> powiecie: Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie” (Łk 13,31-35)
Powyższy fragment Ewangelii wg Św. Łukasza odnosi się przede wszystkim do szczególnego momentu życia Jezusa oraz wydarzeń, jakie miały miejsce w roku 70 (zburzenie Jerozolimy) a także tych, które nastąpią przy końcu czasów. Być może, szczególnie w perspektywie ostatniego zdania przeczytanego przed chwilą fragmentu ewangelicznego, należy uświadomić sobie, że nastąpi taki czas, w którym cały Izrael będzie zbawiony (Rz 11,26), a więc cały naród z radością przyjmie Jezusa Chrystusa uznając w Nim zapowiedzianego Mesjasza.
Kiedy to się stanie?
W odpowiedzi pomaga nam Katechizm Kościoła Katolickiego. Czytamy w nim: „Przyjście Mesjasza w chwale jest zatrzymane w każdej chwili historii do momentu uznania Go przez „całego Izraela” (Rz 11, 26; Mt 23, 39), którego część została dotknięta „zatwardziałością” (Rz 11, 25) w „niewierze” (Rz 11, 20) w Jezusa. Św. Piotr mówi do Żydów w Jerozolimie po Pięćdziesiątnicy: „Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, którego niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy, co od wieków przepowiedział Bóg przez usta swoich świętych proroków” (Dz 3, 19-21). Św. Paweł kontynuuje za nim: „Jeżeli ich odrzucenie przyniosło światu pojednanie, to czymże będzie ich przyjęcie, jeżeli nie powstaniem ze śmierci do życia?” (Rz 11, 15). Wejście „całości” Izraela (Rz 11, 12) do zbawienia mesjańskiego, w ślad za wejściem „pełni pogan” (Rz 11, 25), pozwoli Ludowi Bożemu zrealizować „miarę wielkości według Pełni Chrystusa” (Ef 4, 13), gdy Bóg będzie „wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15, 28)” (KKK 674).
Wydaje mi się jednak, że w pewien sposób wołanie „Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” wciąż rozbrzmiewa po całej ziemi. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że jest ono częścią katolickiej liturgii eucharystycznej. Przez wszystkie wieki, aż do czasów współczesnych, wielu ludzi, w imię Pańskie, przemierzało i wciąż przemierza tę ziemię, głosząc Dobrą Nowinę.
Wczoraj w naszej miejscowości odbyło się spotkanie Międzynarodowej Fraternii Ekumenicznej Net for God. W czasie spotkania mieliśmy okazję zobaczyć film poświęcony osobie Hranta Dinka – wybitnego dziennikarza tureckiego, pochodzenia ormiańskiego, który wychowany w sierocińcu prowadzonym przez jeden z kościołów protestanckich, został tak głęboko przeniknięty wartościami ewangelicznymi, że w całym swoim życiu zaangażował się w pracę na rzecz pojednania turecko-ormiańskiego. Film uświadomił nam, jak wielkie i głębokie są rany podziałów między tymi narodami. Do dziś, również na arenie międzynarodowej trwa przecież wzmożona dyskusja na przykład na temat odpowiedzialności Turków, za olbrzymią masakrę ludności ormiańskiej, do jakiej doszło na początku XX wieku.
Hrant Dink zdawał sobie doskonale sprawę, że bez spojrzenia w bolesną przeszłość nie sposób budować wspólnej przyszłości. Dlatego też założył własną gazetę, pisał artykuły, zabierał głos w dyskusjach narodowych i międzynarodowych, wciąż nawołując do pojednania i przebaczenia. W dniu 19 stycznia 2007 r. zginął od kul tureckiego nacjonalisty Oguna Samasta. W czasie pogrzebu dziennikarza jego żona w dramatycznym wołaniu wyznała, że cała praca i poświęcenie jej męża, było możliwa jedynie dzięki wierze w Jezusa Chrystusa. Ta drobna kobieta, w sercu muzułmańskiego Stambułu, potrafiła otwarcie wyznać swoją wiarę a nawet wezwała zgromadzone tłumy do oddania chwały Zbawicielowi świata.
Czyż o takich ludziach jak na przykład Hrant Dink i wielu, wielu innych, nie można powiedzieć, że również są „błogosławionymi, którzy przychodzą w imię Pańskie”, niosąc niesamowite przesłanie o Bożej miłości i Jego dobroci?