


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: Ty jesteś Syn Boży. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały” (Mk 3,7-12)
Czytając przytoczony dzisiaj fragment biblijny opowiadający o tłumach, które zewsząd się tłoczyły, aby spotkać się z Jezusem, przychodzą mi na myśl wielkie koncerty i wydarzenia kulturalne, na które tłumnie walą ludzie z najdalszych nawet zakątków kraju (a bywa, że i z zagranicy). Wielkie gwiazdy estrady i słynni ludzie kultury i sztuki (a czasami również polityki czy życia społecznego) są wciąż bardzo skutecznym magnesem przyciągającym niezliczone rzesze ludzi, którzy za wielki przywilej poczytują sobie zdobycie autografu, a jeśli szczęście pozwoli, zrobienie sobie nawet zdjęcia z wybitnym człowiekiem.
Przyznaję, że podchodzę z dużym dystansem do takich spotkań. Myślę bowiem, że nie wnoszą one wiele w życie przeciętnego widza. Po krótkich chwilach uniesienia czy zachwytu, z czasem wspaniałe przeżycia wygasają, wspomnienia odchodzą w niepamięć, a życie doczesne raz po raz przypomina o trudnych i nie zawsze przyjemnych obowiązkach.
Czytając jednak przytoczony opis ewangeliczny zastanawiam się również nad mentalnością współczesnego człowieka.
Nie tak dawno (bo w ubiegły piątek) czytałem opis życia wybitnej francuskiej wokalistki Yolandy Gigliotti - szerzej znanej pod pseudonimem artystycznym „Dalida”. Ta kobieta, przed prawie 35 laty, była gwiazdą europejskiej piosenki, zajmując pierwsze miejsca na listach przebojów w 12 krajach. Rekordy popularności biły jej piosenki „Gigi amoroso”, „Il venait d’avoir dix-huit ans”, czy „Paroles… Paroles”, zaśpiewana wspólnie z Alainem Delonem.
Niestety popularność i uwielbienie tłumów nie przyniosło Dalidzie szczęścia w życiu. Wciąż próbowała szukać miłości. Wydawało jej się, że szczęście znajdzie u boku ówczesnego dyrektora Radia Europa 1 - Luciena Morissa, lecz małżeństwo szybko się rozpadło, a kilka lat później Lucien popełnił samobójstwo.
Dalida niedługo po traumatycznych przeżyciach weszła w związek z Jeanem Sobieskim. On jednak z kolei pozazdrościł żonie popularności i nie mogąc się z tym pogodzić, rozstał się z nią.
Dalida poślubiła wówczas wschodzącą gwiazdę włoskiej piosenki - Luigiego Tenco. Ten jednak, po nieudanym występie w festiwalu w San Remo, odebrał sobie życie w pokoju hotelowym. Dalida również próbowała wtedy popełnić samobójstwo, lecz w ostatniej chwili została odratowana.
Wreszcie wyszła za mąż za Richarda Chanfray’a. Również i to małżeństwo nie trwało długo (tylko dwa lata) a Richard, krótko po rozstaniu z Dalidą,... popełnił samobójstwo, trując się spalinami samochodowymi.
Niedługo później (w nocy z 2/3 maja 1987 r.) udaną próbę samobójczą podjęła także Dalida zażywając 120 pigułek nasennych i popijając je whisky. W liście pożegnalnym napisała tylko kilka słów: „Życie stało się dla mnie nie do zniesienia... Wybaczcie mi”
Nieprzypadkowo zestawiam dzisiaj historię Jezusa i olbrzymich tłumów, które zdecydowały się podjąć wielki wysiłek i pójść za Nim oraz sławnej piosenkarki, która również gromadziła tłumy, a nie mogąc znaleźć miłości rzucała się w ramiona kolejnych mężczyzn, sądząc, że znajdzie w nich ukojenie.
Wydaje mi się bowiem, że o ile tłumy, które poszły za Jezusem mogły doświadczyć uzdrowienia z licznych chorób, o tyle sława piosenkarki nie tylko bezpowrotnie minęła, ale też nie przyniosła dobrych owoców. Jezus jest bowiem wciąż wzorem dla licznych chrześcijan (a nawet niewierzących), a Dalida, wraca do świadomości publicznej tylko dzięki nielicznym i dramatycznym wspomnieniom publikowanym od czasu do czasu w książkach, czy przenoszonych na ekran filmowy...
W tym kontekście zastanawiam się też nad tym, dlaczego tylu ludzi, wciąż łapie się na haczyk zastawiany przez Szatana? Dlaczego zachłystując się popularnością, zapomina o najważniejszych rzeczywistościach? Dlaczego, przeżywając problemy i kłopoty, nie decyduje się przyjść do Jezusa?
Może powiesz mi, że dzisiaj Jezus już nie działa tak, jak o tym czytamy w Ewangeliach? Może stwierdzisz, że Kościół nie oferuje tego, na co wielu ludzi czeka?
Ale, być może, przyczyna jest znacznie bardziej prozaiczna i leży znacznie bliżej niż nam się wydaje? Być może to nasze (moje i Twoje) świadectwo jest niewystarczające, albo co gorsza, przeczące nauce Ewangelii?...