


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył” (J 20,2-8)
Czy po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii, szczególnie w kontekście obchodzonych niedawno świąt Bożego Narodzenia, nie masz przypadkiem wrażenia całkowitego pomieszania pojęć? Oto jeszcze dwa dni temu pochylaliśmy się wraz z Ewangelistą nad małym Dzieciątkiem złożonym w żłóbku betlejemskiej groty, a już wczoraj poprowadzono nas w stronę odpowiedzialności za głoszenie Ewangelii, której często towarzyszy ból i prześladowania... W dodatku, już całkiem niezrozumiała wydaje się w tym kontekście dzisiejsza Ewangelia, wiodąca nas do pustego grobu Jezusa Chrystusa.
A jednak, myślę, że układ tekstów biblijnych wcale nie jest przypadkowy. I bynajmniej nie dzieje się tak jedynie ze względu na „harmonogram” świąt obchodzonych w Kościele Katolickim.
Wydaje mi się bowiem, że ostatnie czytania wprowadzają nas niejako w przyspieszony kurs wiary, tak przyspieszony, jak bicie serc uczniów spieszących do grobu Pana Jezusa w związku z przekazaną im nieprawdopodobną wiadomością. Być może dzisiejsza Ewangelia przez słowa i obrazy podpowiada nam, że każdy z nas musi przejść taki sam kurs. Współczesne czasy nie pozwalają chyba na przydługie studia i skomplikowane medytacje filozoficzne nad zagadnieniami duchowości i wieczności. W tych czasach, każdy krok naszego życia, musi nas zbliżać się do najbardziej istotnych tajemnic wiary.
Myślę, że dokładnie tak było w przypadku Piotra i Jana pędzących do grobu. Ich kroki stopniowo zbliżały ich do wejścia za zasłonę największej Bożej tajemnicy.
A jak my możemy odkryć tę tajemnicę? Jak zrozumieć niesamowite misteria, w które wprowadza nas Boże słowo?
I w tym zakresie, w pewien sposób, odpowiedzi udziela nam dzisiejsza Ewangelia. Wydaje mi się bowiem, że nie sposób odkryć tajemnic wiary, tylko przypatrując się niektórym rzeczywistościom zza węgła (dokładnie tak, jak Jan próbował ujrzeć wnętrze grobu nie wchodząc do niego). Trzeba przekroczyć próg! Ten próg - próg grobu Jezusowego jest również progiem nadziei. Za nim czeka wspaniała wiadomość - Pan żyje! Jest wciąż obecny wśród swoich uczniów, przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20).
Dlatego też - dopiero po DOŚWIADCZENIU pustego grobu, po przekroczeniu progu śmierci, a przede wszystkim „dotknięciu” tajemnicy zmartwychwstania, Jan mógł napisać słowa odnotowane w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co UJRZELIŚMY własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego DOTYKAŁY nasze ręce - bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione - oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna” (por. 1 J 1,1-4)
Nie sposób bowiem poznać Jezusa, przypatrując się z zewnątrz tylko niektórym przejawom religijności. Nie sposób wejść w przyjaźń z Panem i doświadczyć Jego łaski, jedynie poprzez wypełnianie tego czy innego przepisu.
Jedynym sposobem poznania Zbawiciela, jest trwała relacja z Nim, relacja, która przewraca dotychczasowe życie do góry nogami (a może stawia je we właściwej perspektywie) i wnosi w serce człowieka radość i pokój. Owszem, aby tak się stało, trzeba rzucić się na głęboką wodę. Trzeba zostawić wszystko, co wydaje się nam pilne i ważne. Jezusowe ramiona są bowiem wciąż otwarte, a Jego miłość okazuje się najważniejsza na świecie.
Czy można jej przypatrywać się tylko z oddali?
Czy nie czas jej także posmakować?