


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali” (J 15,9-17)
Dzisiejsza, niedzielna Ewangelia jest niejako uzupełniona i podkreślona przez słowa drugiego czytania zaczerpniętego z Pierwszego Listu Św. Jana: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4,7-10)
Zarówno List Jana, jak i przytoczony dzisiaj fragment Ewangelii, nie kieruje nas w stronę jakiejś bajki, baśni czy ludzkiej filozofii, lecz nawołuje do konkretnych czynów podobnych do tych, jakich dokonał sam Pan Jezus. On sam bowiem nie wypowiadał jakichś wzniosłych słów niemożliwych do realizacji w codziennym życiu, ale posłuszny woli Ojca zdecydował się na najwyższy dowód miłości, jakim była okrutna śmierć poniesiona na krzyżu dla naszego zbawienia.
W podobny sposób powinni postępować wszyscy Jego wyznawcy. Nie mogą oni jedynie zatrzymywać się na pustych słowach i wzniosłych deklaracjach, a nawet, wręcz przeciwnie, zamiast pięknych przemówień i szukania popularności medialnej, powinni na wzór Jezusa realizować swoje powołanie do pokornego niesienia przesłania miłości „tu i teraz”.
Owszem, być może nie wszyscy są wezwani do tego, aby dać taki dowód miłości do bliźnich, jaki ukazał św. Maksymilian Maria Kolbe, prawie dokładnie „kopiując” postawę Jezusa i oddając swoje życie w obozie koncentracyjnym Auschwitz za innego więźnia - Franciszka Gajowniczka.
Być może we współczesnym świecie Bóg nie będzie stawiał nas przed takimi dramatycznymi wyborami. Być może dzisiaj należy okazać postawę miłości chociażby przez pokorną postawę służby wobec najbliższych? A może, wystarczy okazywać swoją miłość tak jak doświadczyłem tego na przykład podczas pobytu we Francji we Wspólnocie Chemin Neuf. Tam bowiem, kiedy prosiłem brata lub siostrę o pomoc w rozwiązaniu jakiegoś problemu, nie spotykałem się z odpowiedzią słyszaną często na naszym, krajowym „podwórku”: „idź tam - tam Ci powiedzą”, lub „zapytaj kogoś innego”, albo jeszcze inaczej „powinno być tam”... Poproszeni o pomoc brat czy siostra najczęściej zostawiali swoje zajęcia i towarzyszyli mi aż do „skutku”, dzięki czemu bardzo szybko mogłem odszukać interesujące mnie miejsce (np. trafić na właściwą konferencję).
Takie działanie, wbrew pozorom, jest właśnie... poświęcaniem swojego życia. Zabiera ono bowiem czas zaplanowany na wykonanie jakiejś „swojej” czynności, po to, aby obdarzyć tym właśnie czasem (czyli w pewnym sensie częścią swojego życia) innego człowieka.
Patrząc na otaczającą nas rzeczywistość, wydaje mi się, że wokół nas wciąż będzie niesamowicie wiele okazji do okazania takich dowodów miłości. Każda z tych możliwości staje się szansą na przekazanie najważniejszego przesłania Dobrej Nowiny ludziom żyjącym we współczesnym świecie, często nie wierzącym już w nic...