


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym” (Łk 21,34-36)
Kilka tygodni temu miałem okazję oglądać w telewizji jeden z odcinków mojego ulubionego serialu „CSI - Kryminalne zagadki Miami”. Jedna ze scen była szczególnie dramatyczna. Mogliśmy zobaczyć jak pewien kamerzysta próbujący wykonać jakieś ciekawe ujęcie z miejsca zbrodni, nieopatrznie uruchomił potrzask zastawiony przez jednego z przestępców próbujących w ten sposób chronić swój łup (a konkretnie olbrzymie ilości przemycanego narkotyku), zakopane nieopodal. Niestety, noga kamerzysty spowodowała uruchomienie mechanizmu potężnej sprężyny, która z całą siłą wbiła stalowe kolce sprytnie skonstruowanego potrzasku, w nogę niczego się nie spodziewającego człowieka. Na szczęście, w pobliżu był reporter owej stacji telewizyjnej (a wcześniej pracownik biura śledczego), który bez wahania ruszył koledze na pomoc, sprawnie uwolnił go z pułapki i wezwał pomoc medyczną...
Patrząc na tę scenę uświadomiłem sobie, że w naszym życiu często bywa bardzo podobnie. Nie wszystko jednak kończy się tak szczęśliwie jak na filmie. My również często uruchamiamy różne „pułapki” (np. pewien ciąg zdarzeń), które w efekcie powodują, że możemy się znaleźć się w swoistym potrzasku. Nie umiemy się z niego wydostać o własnych siłach, często nawet nie możemy niczego zmienić. Dzieje się tak na przykład wtedy, kiedy poprzez niewinne kłamstewko, próbujemy ukryć ważne (a niekorzystne dla naszego wizerunku) fakty. Jedno kłamstwo najczęściej pociąga drugie, to kolejne, aż do momentu, kiedy sami nie jesteśmy w stanie wybrnąć ze ślepej uliczki, w którą się zapędziliśmy...
Patrząc jednak na dzisiejszą Ewangelię, myślę, że raczej nie mówi ona o takim rodzaju potrzasku. Jezus zwraca w niej raczej uwagę na coś znacznie ważniejszego: czas powrotu Syna Człowieczego, który będzie jak potrzask.
Myślę, że to określenie można rozumieć podwójnie:
1. Potrzask jest narzędziem dobrze zamaskowanym i działającym niespodziewanie. Jezus potwierdza, że dokładnie tak należy rozumieć czas Jego przyjścia na końcu czasów. W dodatku, to niespodziewane dla wielu ludzi zdarzenie, nie jest jedynie jakąś abstrakcyjną bajką, czy rzeczywistością „duchową”, lecz nastąpi w konkretnym momencie historii świata.
2. Potrzask jest taką pułapką, która unieruchamia swoją ofiarę i uniemożliwia jej zrobienie czegokolwiek. Wydaje się, że to stwierdzenie jest również aktualne w perspektywie powrotu Pana Jezusa. Wtedy nie będzie już czasu na zmianę naszej sytuacji. W tym dniu już niczego nie będziemy mogli uczynić...
Dlatego też nasz Pan przypomina, że „szczęśliwi są ci słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie (por. Łk 12,37), ci, którzy będą zajęci wszelkim dobrym dziełem. Gorzej, z tymi chrześcijanami, którzy widząc, że Pan się ociąga, przestaną żyć zgodnie z Jego wskazaniami, a zaczną szukać jedynie spełnienia swoich pragnień i zachcianek) (por. Mt 24,48-49). Gorzej z tymi wszystkimi, których serca będą w tym dniu ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych.
Jak więc do tego nie dopuścić?
Rada Jezusa jest bardzo prosta. Kieruje On do wszystkich jedno polecenie: „czuwajcie i módlcie się w każdym czasie”. Oczywiście naszemu Panu nie chodzi o poświęcenie jakichś pięciu czy dziesięciu minut na naszą codzienną modlitwę, lub godziny na niedzielne nabożeństwo w kościele. On pragnie, aby nasza modlitwa trwała nieustannie, szczególnie w momencie podejmowania jakichkolwiek wyborów. Łączność modlitewna z Ojcem który jest w niebie, pozwoli nam, w czasie przyjścia Jego Syna na ziemię, znaleźć się we właściwym czasie, właściwym miejscu i przy... właściwym zajęciu, tak, aby Pan nas zastał przygotowanych na jego przyjście: bez skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego (por Ef 5,27).