Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Pojednanie z... samym sobą

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych” (Mt 18,12-14)

 

W ostatnim miesiącu Międzynarodowa Fraternia Ekumeniczna „Net for God” przygotowała ciekawy film dotyczący uzdrowienia wewnętrznego. Swoimi refleksjami w tym temacie podzieliła się profesor teologii ewangelickiej na Uniwersytecie w Genewie – pani Lytta Basset. W swoich rozważaniach zwróciła ona również uwagę na przytoczony dzisiaj fragment Ewangelii. W jej opinii słowa Jezusa o poszukiwaniu i sprowadzeniu do domu zagubionej owcy niekoniecznie dotyczą jednak zabłąkanych owiec (czyli w potocznym rozumieniu ludzi, którzy gdzieś zbłądzili na swojej drodze życiowej), lecz, być może, jakiejś istoty nas samych, zranionych, zagubionych w różnych wyborach, chorych, słabych i cierpiących.

 

Wydaje mi się, że, bez naruszania teologii biblijnej, można częściowo przyznać rację pani profesor. Być może warto spojrzeć na misję Jezusa - Dobrego Pasterza również z tej perspektywy: pojednania w naszym wnętrzu niepoukładanych relacji, odczuć i emocji, tak, aby cała nasza osobowość w sposób integralny mogła doświadczyć Bożego przebaczenia i uzdrowienia.

 

Zresztą w naszym obrazowym postrzeganiu przytoczonego w Ewangelii przykładu, najczęściej widzimy zabłąkaną owcę, chodzącą sobie swobodnie po jakiejś łączce i rozpaczliwie poszukującej stada. Rzadko natomiast nasuwa nam się obraz owcy cierpiącej, uwięzionej w jakichś ciernistych krzewach, zaplątanej korzeniach drzew albo uwięzionej w pułapce przygotowanej na srogiego drapieżnika i z tego powodu nie umiejącej dołączyć do innych.

 

Myślę, że nasza dusza często przeżywa podobne katusze. Niektóre przykre wspomnienia z dzieciństwa czy nieuświadomione nigdy żale, wywierają znaczący wpływ na nasze myślenie, odczuwanie i (wreszcie) działanie. Wspomniana powyżej pani profesor Lytta Basset uświadomiła widzom filmu Net for God, że najgłębsze zranienia jakie nosimy w swoim wnętrzu, często generują dwie postawy: albo jest to wieczne poczucie winy albo (i) nieustanne dążenie do perfekcjonizmu. Poczucie winy ciągle podpowiada nam, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, aby zasłużyć na cokolwiek, natomiast dążenie do perfekcjonizmu próbuje wykreować nowy, lepszy (choć nieprawdziwy) obraz samego siebie aby dowartościować to co wciąż w nas domaga oraz zamaskować ciągłe poczucie swojej małej wartości i słabości.

 

Być może przytoczona w dzisiejszym fragmencie ewangelicznym przypowieść o Dobrym Pasterzu, dotyka z mocą obu części naszego postrzegania własnego człowieczeństwa. Wskazuje bowiem na inne, często nie uświadamiane na co dzień wartości. Wielu z nich nie sposób osiągnąć poprzez jakiekolwiek ludzkie wysiłki. W „tych” sprawach (czyli odpuszczenia naszych grzechów, zbawienia, uzdrowienia wewnętrznego itp.) dominującą i decydującą rolę odgrywa Pasterz, który najlepiej (bo po imieniu) zna każdą ze swoich owiec, wie gdzie i kiedy znaleźć dla nich najlepsze pożywienie, widzi jeśli którakolwiek z nich się gubi.

 

To On zawsze podejmuje inicjatywę i działa aż do skutku.

 

Czytając dzisiejszy opis ewangeliczny przede wszystkim staję w postawie wdzięczności wobec Boga, za dar Jego Jednorodzonego Syna Jezusa Chrystusa, który przyszedł na ten świat, by „owce miały życie i miały je w obfitości” (por. J 10,10). Dziękuję za Jego śmierć na drzewie krzyża, która umożliwiła zarówno pojednanie różnych ludzi z Bogiem, jak i pozwala na pojednanie w każdym z nas tych elementów, które boleśnie krwawią na skutek starych ran.

 

Wolą Ojca naszego, który jest w niebie, nie jest to, żeby zginęło cokolwiek z tego co stworzył. Pochylając się nad nami i dotykając naszych zranień, jak Dobry Pasterz, doprowadza nas do pełni sił. To w Nim jest nasza nadzieja.