


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu” (J 1,6-8.19-28)
Bardzo spodobał mi się ostatni artykuł Marcina Jakimowicza i Jacka Dziedziny opublikowany w 49. numerze Gościa Niedzielnego (z dnia 07.12.2008 r.). Autorzy zastanawiali się w nim, w jaki sposób chrześcijanie powinni reagować na przekraczanie kolejnych granic i coraz agresywniejszą medialną nagonkę oraz swoiste „akcje zaczepne” podejmowane przez różne grupy ludzi (agencje reklamowe, stowarzyszenia feministyczne itp.). Okazuje się bowiem, że na przykład wiele współczesnych firm reklamowych specjalnie przygotowuje na przykład akcje promocyjne zawierające w sobie elementy religijne (w dodatku połączone na przykład z seksem, albo przedstawione szyderczo a nawet bluźnierczo). Jedynym celem tych strategii jest spowodowanie określonego odzewu społecznego, a przez to dotarcie z przesłaniem reklamy do jak najszerszego grona odbiorców.
Owszem część tego typu reklam szybko znika z plakatów czy billboardów. Komisja Etyki Reklamy na wniosek konsumentów może nakazać danej firmie usunięcie kontrowersyjnych obrazów czy symboli, ale nawet jeśli się tak dzieje, firmy reklamowe i tak odnoszą zamierzony sukces.
Tak było chociażby w przypadku słynnych reklam firmy House, które pojawiły się na billboardach wiosną tego roku. Plakaty przedstawiały rozmodloną dziewczynę lub chłopaka. Ściskali w rękach różańce i błagali: „Strzeż mnie, Ojcze!”. Firma House reklamowała w ten sposób ciuchy „na dziewicę”. W dodatku baaardzo religijną. Na innych reklamach te same postaci wyciągały lubieżnie języki, zdradzając „69 sposobów na zachowanie dziewictwa”. Okazało się, że oburzeni Polacy zaczęli masowo słać skargi do Komisji Etyki Reklamy, która po ich rozpatrzeniu uznała, że billboardy godzą w uczucia religijne Polaków. - Prócz 280 oficjalnych skarg i kilkudziesięciu petycji zostaliśmy zasypani setkami maili, listów i ponad 500 telefonami. Na tę jedną reklamę przyszło więcej skarg niż na wszystkie inne w ciągu całego zeszłego roku - opowiadał Konrad Drozdowski, zastępca dyrektora generalnego Rady Reklamy. House zrezygnował z używania symboli religijnych A zatem zwycięstwo? Z jednej strony tak. - Zareagowaliśmy na naszym forum - opowiada Grzegorz Górny. - I między innymi dzięki temu protestowi firma wycofała się z drugiej odsłony kampanii reklamowej, która miała być o wiele bardziej agresywna.
Ale jest też druga strona medalu... Dzięki całemu zamieszaniu wielu Polaków dowiedziało się o nowej kolekcji ciuchów, która bez tej reklamy przeszłaby bez echa”... (za Marcin Jakimowicz, Jacek Dziedzina, Tupanie po katolicku, Gość Niedzielny nr 49 z dnia 07.12.2008 r.)
Być może w tym kontekście należałoby zwrócić uwagę na postępowanie Jana Chrzciciela opisane w przytoczonym dzisiaj fragmencie ewangelicznym. On nie nawoływał do przewrotu. Nie groził tym, którzy wielokrotnie łamali Boże przykazania. Nie angażował się w spory religijne czy polityczne swojej epoki.
W swojej misji był jednoznacznie skoncentrowany na największym Proroku, jaki mógł przyjść na ten świat, na Tym, któremu Jan nie był godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Całą swoją gorliwość i zaangażowanie Jan poświęcił na jak najlepsze przygotowanie drogi dla Syna Bożego - Mesjasza Izraela. Patrząc zaś w przód, dojrzał znacznie więcej niż wszyscy ci, którzy byli skoncentrowani na bieżących problemach i zastanawiali się tylko w jaki sposób zaatakować i zniszczyć swoich adwersarzy.