


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie. Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: Co to znaczy, co nam mówi: Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie; oraz: Idę do Ojca? Powiedzieli więc: Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi. Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość” (J 16,16-20)
Czytając przytoczony powyżej fragment Ewangelii wg św. Jana, mam ochotę, wraz z uczniami, zapytać Jezusa: O jakiej chwili mówisz? Co to znaczy: jeszcze chwila a nie będziecie mnie oglądać i znowu chwila, a ujrzycie mnie?
Wydaje się, że nasz Mistrz i Nauczyciel w tych słowach chce nam przypomnieć o swoim powtórnym przyjściu. Świadczy o tym również zakończenie dzisiejszego czytania ewangelicznego, w którym Jezus przypomina, że kiedy my będziemy płakać i zawodzić - świat się będzie weselił, ale, jak podkreśla nasz Mistrz, nasz smutek zamieni się w radość (ciekawe swoją drogą, co wtedy będą przeżywali ludzie „ze świata”)...
Można chyba powiedzieć, że praktycznie od momentu wniebowstąpienia Pana Jezusa, całe chrześcijaństwo czeka z utęsknieniem na Jego powtórne przyjście. Już w czasach apostolskich pojawiały się poglądy sugerujące, że paruzja nastąpi niebawem, a w związku z tym nie ma sensu na przykład pracować. W kolejnych wiekach pojawiały się różne heretyckie ruchy, które wieściły rychły powrót Pana, a nawet przepowiadały konkretną datę Jego przyjścia.
Powstaje w związku z tym pytanie: Czy chrześcijanie mają czekać na przyjście Pana? Albo idąc jeszcze dalej: Czy powinni modlić się o Jego rychły powrót i w jakiś sposób „przyspieszać” tę chwilę?
Wydaje się, że na oba pytania należy odpowiedzieć twierdząco. W kilku miejscach Nowego Testamentu pojawiają się zapowiedzi dotyczące końca czasów oraz pouczenia skierowane do Kościoła, które w sposób bardzo wyraźny zachęcają do oczekiwania na przyjście Pana, a nawet wołania o Jego powrót. W Księdze Apokalipsy św. Jana odnotowano na przykład, że „Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź! A kto słyszy, niech powie: Przyjdź! (...) Zaiste, przyjdę niebawem. Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22,17.20).
Podobnie wypowiada się Katechizm Kościoła Katolickiego: Królestwo Chrystusa, obecne już w Jego Kościele, nie jest jeszcze całkowicie wypełnione "z wielką mocą i chwałą" (Łk 21, 27) przez przyjście Króla na ziemię. W Królestwo to uderzają jeszcze złe moce , nawet jeśli zostały one zwyciężone u podstaw przez Paschę Chrystusa; do chwili, gdy wszystko zostanie Mu poddane. "Dopóki jednak nie powstaną nowe niebiosa i nowa ziemia, w których sprawiedliwość mieszka, Kościół pielgrzymujący, w swoich sakramentach i instytucjach, które należą do obecnego wieku, posiada postać tego przemijającego świata i żyje pośród stworzeń, które wzdychają dotąd w bólach porodu i oczekują objawienia synów Bożych". Dlatego chrześcijanie modlą się, szczególnie podczas Eucharystii, by PRZYSPIESZYĆ (podkreślenie autora) powrót Chrystusa, mówiąc do Niego: "Przyjdź, Panie!" (KKK 671)
W kontekście przeczytanego fragmentu Ewangelii można jednak postawić również inne pytanie (jakie ostatnio zadał mi jeden z moich przyjaciół): Czy wołanie o powrót Pana (przyspieszanie paruzji) nie jest jednocześnie skazywaniem ludzi, którzy jeszcze się nie nawrócili, na wieczne potępienie?
Wydaje się, że nie...
Na to pytanie Słowo Boże odpowiada bowiem również dość wyraźnie. Św. Piotr w kontekście końca czasów pisze: „Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy - bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka - ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3,9).
Bóg jednak nie będzie opóźniał swojego przyjścia ze względu na tych, którzy wciąż odwracają się do Niego plecami...