


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim? On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie. Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych” (Mt 18,1-5.10.12-14)
Tak się złożyło, że w mojej pracy zawodowej zajmuję się prowadzeniem żłobków w jednym z dużych miast na południu Polski. Ponieważ jednocześnie sam jestem ojcem trójki dzieci, tematyka dotycząca wychowania i relacji ojca z dzieckiem nie jest mi obca.
Patrząc na dzisiejszą sytuację demograficzną muszę przyznać, że w całej Polsce obserwuje się wzrost liczby urodzeń. Jeśli do tego doda się jeszcze bardzo dobrą sytuację na rynku pracy, co sprawia, że znalezienie zatrudnienia nie jest już obecnie bardzo trudne, niejako automatycznie można się spodziewać niesłychanego „boomu” na usługi opiekuńcze (w tym żłobkowe), co zresztą obserwujemy (przynajmniej w naszym mieście) mniej więcej od roku.
Niestety, olbrzymie zainteresowanie opieką żłobkową oraz zupełnie nowa sytuacja w jakiej znajdują się polskie małżeństwa i rodziny sprawia, że coraz częściej bywam świadkiem różnych problemów związanych z brakiem odpowiedzialności za dzieci. W jednym z naszych żłobków mieliśmy ostatnio bardzo ciekawą sytuację statystyczną: na 54 zapisane do żłobka dzieci, ani jedno nie pochodziło z pełnej rodziny (z reguły były to dzieci wychowywane samotnie przez matkę, bądź pochodzące z nieformalnych związków). To oczywiście w naszym, „żłobkowym” przypadku, przysparza kolejnych problemów: trzeba opracować takie procedury, które zagwarantują bezpieczne i prawidłowe odbieranie dziecka i szybką reakcję na jakiekolwiek nieprawidłowości (np. symptomy przemocy w rodzinie). Tak więc udało się nam wdrożyć procedury umożliwiające wydawanie dziecka jedynie osobom upoważnionym przez jedno z rodziców (jest to o tyle ważne, że obecnie dziecko nie zawsze nosi nazwisko matki czy ojca). Jednak nawet najlepsze procedury, nie zawsze mogą zapobiec sytuacjom konfliktowym: na przykład w ubiegłym tygodniu musieliśmy do jednego ze żłobków wzywać policję, ponieważ dziecko chciał odebrać ojciec, który miał ograniczone prawa rodzicielskie i nie przysługiwało mu w tym dniu widzenie z synem. Mimo, że mały chłopczyk z ufnością i radością podbiegł do swojego ojca, który z czułością wziął go na ręce i gorąco przytulił, w świetle prawa, nie można było w tym dniu umożliwić ojcu odbioru dziecka ze żłobka.
Myślę, że dzisiejsza Ewangelia, pokazująca nam dziecko jako wzór wielkości w królestwie niebieskim i przestrzegająca przed gardzeniem najmniejszymi, chce nam przekazać bardzo ważne przesłanie.
Przede wszystkim (nawet w świetle skomplikowanej obecnie polskiej rzeczywistości) tekst biblijny pokazuje, że dziecko zawsze, niezależnie od tego jak postępują wobec niego rodzice, z całą ufnością i radością szuka u nich schronienia i miłości. Jeśli więc nawet dziecko nie kochane przez rodziców potrafi się do nich odnosić z taką ufnością, o ileż bardziej każdy nas, będąc dzieckiem Bożym, powinien zaufać najlepszemu i najtroskliwszemu Ojcu w niebie...
Poza tym, wydaje mi się, że dzisiejsza Ewangelia niesie ze sobą wyzwanie dla nas, dorosłych, wyzwanie do podjęcia szczególnej odpowiedzialności za dzieci. Skoro bowiem są one wzorem ufności, prostoduszności i uniżenia bez jakiego nie można wejść do Królestwa Niebieskiego, skoro ich aniołowie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca niebieskiego, dorośli tak postępować, aby kształtować i pielęgnować w nich te postawy. Jeśli natomiast człowiek dorosły uczy swoje dziecko „kombinowania”, jeśli niszczy w nim najcenniejsze, dziecięce wartości, być może tym samym... niszczy ważny punkt odniesienia dla samego siebie?
Jeśli dziecko jest wzorem jaki postawił przed nami Jezus, być może, również w naszym kraju, będzie trzeba szczególnie zatroszczyć się o to, aby każde z nich mogło wzrastać w poczuciu bezpieczeństwa, jaśniejąc swoimi naturalnymi przymiotami, tak bardzo potrzebnymi również wielu z nas...