Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

No pasaran!

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Gdy wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie. Nagle zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: Panie, ratuj, giniemy! A On im rzekł: Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary? Potem wstał, rozkazał wichrom i jezioru, i nastała głęboka cisza. A ludzie pytali zdumieni: Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?” (Mt 8,23-27)

 

W ubiegłym tygodniu (25.06.2009 r.) „Rzeczpospolita” opublikowała bardzo ciekawy artykuł p. Tomasza P. Terlikowskiego pt. „Rewolucja homoseksualna”.

 

Autor bardzo szczegółowo przeanalizował metody walki i stopniowego „poszerzania wpływów” lobby gejowskiego na całym świecie. Okazuje się bowiem, że fale rewolucji homoseksualnej (wbrew zapowiedziom reprezentantów tego środowiska wygłaszanych kilka lat temu), stopniowo wdzierają coraz bardziej w rzeczywistość współczesnej Europy zbudowanej na fundamencie filozofii (i mentalności) judeochrześcijańskiej.

 

I tak pierwszy krok pierwszy krok na drodze tej rewolucji jest już za nami, „działacze gejowscy i ich poplecznicy doprowadzili do zmiany znaczenia pewnych słów, zastąpienia starych pojęć nowymi, mając świadomość, że to, jak mówimy, wpływa na to, jak myślimy. Najistotniejsza rewolucja dokonała się niepostrzeżenie w medycynie i psychologii, a szerzej w świecie medialnym.

 

I wcale nie chodzi tu o zastąpienie mało sympatycznego słowa „pedał” czy bardziej fachowego określenia „pederasta” infantylnym terminem „gej” (angielskie słowo „gay” oznaczało wesołka), ale o wprowadzenie do debaty publicznej, a nawet do języka ludzi Kościoła terminu „orientacja seksualna”. Termin ten, wbrew temu, co próbuje nam się wmówić, wcale nie jest bowiem obojętny aksjologicznie i naukowo sterylny. Przeciwnie - zakłada bardzo konkretne poglądy moralne, czyli uznanie, że homo-, bi- i heteroseksualizm są tak samo uprawnionym sposobem uprawiania seksu i budowania relacji. Wniosek z tego założenia może zaś być tylko jeden: nie ma powodów, by jedną z tych orientacji uznawać za lepszą czy bardziej pożądaną od innych”...

 

Drugim krokiem jest zakaz jakichkolwiek... wątpliwości co do w/w „orientacji” homoseksualnej. „Psycholog, socjolog czy choćby polityk, który odważy się zasugerować, że homoseksualizm jest odstępstwem od normy, zostanie skazany na wieczną infamię, a próba zorganizowania z nim spotkania (o czym przekonali się w Polsce studenci z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, którzy chcieli się spotkać z doktorem Paulem Cameronem) kończy się nieodmiennie histerią i wzywaniem do zaangażowania policji czy prokuratury do walki z nienawiścią. (...) Granty naukowe (a to one są podstawą finansowania współczesnej nauki) w Europie czy w mniejszym stopniu w Stanach Zjednoczonych otrzymać można na badanie patologii w życiu rodzinnym, pedofilii wśród ojców rodzin, a także na udowodnienie, jak opłakane skutki dla tożsamości płciowej dzieci ma homofobia ojców, matek i społeczeństw.

 

Nie da się zdobyć finansowego wsparcia np. na przebadanie trwałości związków osób tej samej płci (no, chyba że z góry się podkreśli, iż zamierza się dowieść, że są one szczęśliwsze i trwalsze od przestarzałych i nienowoczesnych małżeństw). Na indeksie są także poszukiwania odpowiedzi na pytanie o źródła homoseksualizmu (chyba że chce się dowieść, że są one uwarunkowane genetycznie) lub (za to można trafić na oddział reedukacji z homofobii) sprawdzanie, czy zachowań homoseksualnych można człowieka oduczyć”.

 

Trzecim krokiem jest coraz skuteczniejsze wymuszanie akceptacji homoseksualizmu we wszelkich dziedzinach życia. To w związku z tym wiele osób i instytucji, które odważyły się kwestionować lub ograniczać coraz liczniejsze prawa przysługujące związkom osób tej samej płci, w ostatnim czasie zostało ukaranych czy napomnianych przez przedstawicieli władz państwowych niektórych krajów europejskich, stojących na straży „poprawności politycznej”. I tak na przykład: „Hiszpański sędzia Fernando Ferrin Calamita za to, że odwlekał przyznania parze homoseksualnej dziecka - czyli za „jawną homofobię”, jak orzekł sąd w Murcii - stracił prawo wykonywania zawodu na dwa lata. Nakazano mu też wypłacenie owej parze 6 tysięcy euro zadośćuczynienia.

 

W Wielkiej Brytanii katolickie (ale także zielonoświątkowe czy część anglikańskich) ośrodki adopcyjne musiały w ubiegłym roku zaprzestać swojego działania, ponieważ sądy uznały, że odmowa przekazywania dzieci parom homoseksualnym jest złamaniem przepisów „Sexual Orientation Regulations” z 2007 roku”.

 

Autor artykułu zauważa również, że „pokojowe” nastawienie środowisk homoseksualnych (o którym z upodobaniem mówią liczni działacze gejowscy), jakoś dziwnym trafem nie obejmuje Kościoła. „Dziś już geje i lesbijki na swoich manifestacjach coraz częściej pozwalają sobie nie tylko na epatujące homoseksualnym erotyzmem stroje, ale też na przebieranie się w habity i sutanny (także białe, papieskie) - oczywiście wyposażone w specyficzne akcesoria, takie jak tęczowe stuły czy dyndające na piersi penisy. Coraz częściej zdarzają się także prowokacyjne ataki na miejsca święte czy ważne dla chrześcijan symbole. Grupy działaczy homoseksualnych celowo profanują msze święte, przerywają kazania biskupów czy inspirują władze państwowe do potępiania Kościoła katolickiego. W listopadzie ubiegłego roku trzydziestu gejów wtargnęło do ewangelickiego kościoła w Lansing w stanie Michigan. „Jezus był homo!” - wykrzykiwali. Wdarli się na ambonę i rozwiesili tęczową flagę. W ubiegłym miesiącu zaś władze miejskie Los Angeles przyjęły rezolucję odcinającą się od „homofobicznego katolicyzmu”.

 

Odsyłając Czytelnika do pełnej treści artykułu opublikowanego w Rzeczpospolitej, ośmielę się jedynie zauważyć, że dzisiejsza Ewangelia w pewien sposób również odnosi się do tego tematu. Można chyba powiedzieć, że burza oskarżeń i wicher nienawiści, zawsze kierowały się przeciwko Jezusowi i Jego uczniom. Nie ma w tym nic dziwnego.

 

Jednak, im mocniej żywioły świata (i ludzkie ataki) kołyszą łodzią Kościoła, tym bardziej należy przypominać, że jest w niej obecny Jezus Chrystus z całą swoją mocą i autorytetem. On jednym swoim słowem może uciszyć nawet największą nawałnicę.

 

W dodatku, należy przypomnieć, że tylko On jest zwycięzcą, ale... z Nim zwyciężają też ci, którzy w Niego wierzą...