Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Niezależnie od efektów...

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Jezus powiedział do swoich apostołów: Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski! Wart jest bowiem robotnik swej strawy. A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was! Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych! Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu” (Mt 10,7-15)

 

W czasie Wielkiego Postu, wraz z żoną, zostałem poproszony o poprowadzenie nauk rekolekcyjnych dla młodzieży w kilku parafiach naszego miasta. Audytorium jakie zastaliśmy w poszczególnych kościołach było bardzo zróżnicowane. W niektórych parafiach budynki kościelne były szczelnie wypełnione młodzieżą, w innych małe grupki młodych ludzi próbowały zajmować miejsca w najbardziej odległych zakamarkach naw bocznych, chowając się też w kątach czy za filarami.

 

Wśród naszych słuchaczy znaleźli się uczniowie szkół przygotowujących do zawodu ale też liceów ogólnokształcących. Byli ludzie pochodzący z dzielnic typowo robotniczych ale też ci, którzy pochodzili ze środowisk inteligenckich.

 

Jedni z uwagą słuchali naszego nauczania, inni potrafili przez cały czas żuć gumę, rozmawiać z kolegami czy koleżankami siedzącymi w ławce obok, a nawet szyderczo śmiać się czy kierować ku nam głośne komentarze.

 

Oczywiście głosząc te nauki najbardziej byliśmy zawiedzeni, widząc młodzież, która mimo naszego (chyba dobrego) przygotowania zupełnie nie przejmowała się przekazywanymi treściami (mimo, że długie dni i godziny spędziliśmy opracowując slajdy i filmy wyświetlane na rzutniku multimedialnym czy przygotowując piosenki grane potem przy akompaniamencie gitary).

 

Kiedy my jednak załamywaliśmy ręce, jeden z wikariuszy pewnej parafii, z prostotą stwierdził: „Cóż, nie zawsze będzie tak jakbyśmy chcieli. Naszym zadaniem jest jednak czynienie tego, co do nas należy. Jak mówi Pismo: Mamy głosić naukę, nastawać w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykazać błędy, pouczać, podnosić na duchu z całą cierpliwością (por. 2 Tm 4,2). Pan Bóg nigdzie nam nie obiecał, że nasza praca będzie miła, łatwa i przyjemna. Nigdzie nam też nie powiedział, że Jego Słowo ma być głoszone tylko do tych, którzy chcą słuchać, albo tylko wtedy, gdy liczba słuchaczy przekroczy na przykład dziesięć czy sto osób. Co więcej, Bóg to nie my zapewniamy ludziom wzrost. Jedni z nas mają za zadanie siać, inni podlewać, lecz to Bóg daje wzrost. W dodatku nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg” (por. 1 Kor 3,6-7).

 

Pokorna postawa tego księdza przypomniała mi się podczas czytania przeznaczonego na dzisiaj tekstu ewangelicznego. Myślę, że każdemu chrześcijaninowi (a w szczególności głosicielowi Bożego Słowa) trzeba chyba od czasu do czasu przypomnieć, że Jezus kierując apostołów do pracy misyjnej, nigdy niczego im nie obiecywał. Można powiedzieć nawet, że formułując zasady ich posługi, uczynił to w sposób bardzo, bardzo oszczędny.

 

A jednak, przytoczony dzisiaj tekst jednoznacznie przypomina o szczególnym znaczeniu tego zaszczytnego zadania. Przypomina także, że Dobra Nowina nie stanowi własności jakiegoś człowieka, lecz jest Bożym przesłaniem, w świetle którego zostaną osądzeni wszyscy Ci, którzy się z nim zetkną (niezależnie od tego czy odrzucą, czy zaakceptują głoszone im Słowo).

 

Dlatego też głosząc Dobrą Nowinę (niezależnie czy czynimy to jako ludzie szczególnie do tego ustanowieni, czy też dzieląc się ze swoją rodziną, przyjaciółmi czy kolegami w pracy) nie spodziewajmy się jakichś wielkich kokosów. Pamiętajmy jednak, że sam Bóg zawsze będzie się troszczył o swoich głosicieli, ponieważ godzien jest robotnik zapłaty swojej.

 

Nie przyjmujmy też tej posługi jako własnego poletka, na którym powinniśmy się jakoś szczególnie „wykazać przed szefem”. I chociaż przygotowując zasiew Słowa, należy to uczynić najlepiej jak jest to tylko możliwe, trzeba jednak starannie unikać osobistych odniesień w przypadku odrzucenia głoszonego przez nas przesłania. Jeśli bowiem ludzie odwracają się od nas, czy śmieją się z naszego zaangażowania, w zasadzie krytykują lub odrzucają nie Ciebie czy mnie, lecz sprzeciwiają się samemu Bogu...