


Michał Misztal /Jezus.com.pl
Tymczasem Jan, skoro usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: «Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?» Jezus im odpowiedział: «Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi». Mt 11,2-6
Trudności i problemy dotykają wszystkich ludzi. Nie ma takich, którzy mogliby powiedzieć, że nie mają w swoim życiu żadnych kłopotów czy chociażby jakichś zmartwień. W tych momentach sukcesem jest to, żeby nie zachwiać się na kulawych nogach niewytrwałej wiary. Żeby po prostu nie zwątpić w dobroć Boga i Niego samego.
Dlaczego akurat o tym postanowiłem napisać? Bo to doświadczenie jest doświadczeniem każdego z nas. Myślę, że nie będę odosobnionym przypadkiem jeśli powiem, że w trudnych momentach mojego życia rodziły się w mojej głowie pokusy związane z nieufnością w to, że Bóg się mną nie interesuje czy nawet, że w ogóle nie istnieje. Podobny problem miał też człowiek, który teoretycznie, takiego problemu nie powinien mieć. Z potężną wiarą świadczył o mającym przyjść Mesjaszu. Z heroiczną odwagą wołał do faryzeuszów "nawróćcie się!". Z nieugiętą pewnością wskazał na Jezusa jako przychodzącego od Boga Zbawiciela. Kiedy jednak przyszedł i w jego życiu moment trwogi, to przyszły również pytania "Czy to na pewno Ty jesteś Mesjaszem?". Mowa oczywiście o Janie Chrzcicielu.
Jan Chrzciciel, jak się zdaje, ma dwa problemy. Wysyła swoich uczniów do Jezusa wtedy, kiedy "usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa". Pierwszym problemem zatem jest to, że czyny Jezusa odbiegały od tych, których św. Jan się po Jezusie spodziewał, a drugim fakt, że był w więzieniu. Wszystko zaczyna nam się pięknie układać, kiedy dodamy, że Jezus Chrystus sam przecież o sobie powiedział, że przyszedł "więźniom głosić wolność" (Łk 4,18). Jan Chrzciciel prawdopodobnie więc po prostu dziwił się myśląc "O co tu chodzi?! Jestem prorokiem Boga. Mesjasz przyszedł, żeby uwolnić więźniów, a ja siedzę w więzieniu!". Mógł sobie myśleć też, że przecież do tego wszystkiego to on wskazał przed całym ludem na Jezusa jako Mesjasza.
Nie łudźmy się. Problemy, rozczarowania, kłopoty przyjdą. Przyszły do mocarzy wiary, to przyjdą też do nas, zwykłych ludzi borykających się z i tak niełatwym życiem. Naszym zadaniem jednak jest to, żeby w tych osobistych problemach nie dać się porwać chcącym zdołować nas diabelskim kłamstwom. Jeśli Jezus jest naszym Mesjaszem, Panem, Zbawicielem i Bogiem wtedy kiedy jest nam dobrze, to w trudnych chwilach też Nim jest. To jest prawda, która nie zależy od naszych uczuć czy chwilowych wrażeń. W najczarniejszej godzinie Bóg okazuje się Bogiem. Dlatego właśnie Jezus nie odpowiedział posłańcom Jana wprost "słuchajcie no, powiedzcie Janowi, że jestem Mesjaszem, przecież on sam o mnie tak powiedział", ale odpowiada "Idźcie i powiedzie Janowi tak: ślepi widzą, sparaliżowani chodzą, chorzy zdrowieją, głusi słyszą, umarli ożywają, biednym mówi się o bogactwach Ewangelii Boga, a na dodatek powiedzcie mu, że ten kto we Mnie nie zwątpi, ten jest błogosławiony". Jezus pokazuje Janowi, że jest Zbawicielem, który daleko bardziej wybawia niż tylko spod okupacji Rzymskiej (w czasach Jezusa Palestyna była jedną z prowincji Cesarstwa Rzymskiego). Jezus przychodzi osobiście do każdego człowieka i dla niego, w największych jego trudnościach, okazuje się Bogiem, który wyzwala. O tym właśnie chciał powiedzieć Janowi Chrzcicielowi przez jego posłańców. I tego samego Jezus chce dla ludzi współczesnych, bo zmieniła się tylko forma Jego działalności, ale to, że On działa, to nie uległo żadnej zmianie.
Jeśli więc jesteś w potężnych tarapatach i myślisz, że nikt i nic już nie może Ci pomóc, a może po prostu masz jakieś małe kłopociki, to nie bój się "wysłać do Jezusa posłańca". Tylko "wyślij" samego siebie. Jan Chrzciciel tego nie zrobił bo siedział w więzieniu, jednak jeśli byłby wolny, to pewnie osobiście odwiedziłby Chrystusa. Porozmawiaj więc szczerze z Jezusem i powiedz Mu o wszystkich problemach czy nawet wątpliwościach, nawet tych związanych z Nim samym. Jan Chrzciciel, pomimo tego jednego zwątpienia, został świętym, pewnie zrozumiał po napomnieniu Jezusa, że nie ma wątpić i wytrwał. Powinien więc być on dla nas wzorem. Może nie w owym zwątpieniu, ale w otwartości na Boga, w traktowaniu Go serio (jak mam jakiś problem to pytam), ale ponad to w wytrwałości po tym, jak Jezus już ukaże się nam jako Mesjasz i Bóg. Nierzadko bowiem trudniej jest w tej wierze wytrwać niż uwierzyć.