


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko? I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony. I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa” (Mt 13,54-58)
Izrael - Ojczyna Jezusa, Jego Matki – Mariam (Miriam), Józefa, jego braci Jakuba, Józefa, Szymona i Judy (w rozumieniu ludów Bliskiego Wschodu określeniem brata nazywano nie tylko najbliższych, ale też i dalszych krewnych, na przykład kuzynów)...
Lud Wybrany przez wiele stuleci był w szczególny sposób kształtowany i przygotowywany na przyjęcie obiecanego (i ściśle określonego w proroctwach) Mesjasza. A jednak w momencie przyjścia Jezusa nie rozpoznał Go. Wielu ludzi kwestionowało Jego posłannictwo. W rodzinnym mieście, do którego na pewno docierały wiadomości o znakach i cudach, jakich dokonał Jezus w wielu miejscach Ziemi Świętej, powątpiewano w Jego misję, a nawet, lekceważono Go. Wreszcie „tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, Żydzi przybili rękami bezbożnych do krzyża i zabili (Dz 2,23).
Może po tylu wiekach, nam, mieszkańcom kraju leżącego w Europie Środkowej łatwo jest formułować opinie i wydawać pochopne oceny dotyczące „bezbożnych i zaślepionych Żydów”, którzy dwa tysiące lat temu nie przyjęli Jezusa.
Powstaje jednak pytanie, czy po tysiącu lat chrześcijaństwa w Polsce (i jeszcze dłuższym okresie jego funkcjonowania w Europie), nie można by zaryzykować stwierdzenia, że te ziemie też (w pewien sposób) stały się ojczyzną Jezusa (oczywiście w zupełnie innym znaczeniu niż Izrael)? Czy na tej ziemi chrześcijaństwo nie wpisało się w naturalny bieg historii, odciskając swoje piętno na kulturze i sztuce, architekturze i nauce, piśmiennictwie, handlu, ekonomii, prawie itp.?
A jednak w tej „ojczyźnie”, po tylu latach studiowania nauki Jezusa i włączeniu jej w tak wiele dziedzin życia ludzkiego, możemy obecnie zaobserwować bardzo zaawansowany proces odchodzenia od chrześcijańskich wartości. Coraz więcej ludzi żyjących między Bugiem i Odrą (a w szerszej perspektywie od Uralu do wybrzeży Atlantyku) zaczyna obecnie powątpiewać w moc Jezusa. Coraz częściej Osoba Mistrza z Nazaretu jest lekceważona, a co za tym idzie, kwestionowane jest również Jego nauczanie i wartości jakie przyniósł. Nie raz, w różnych publikatorach możemy przeczytać o podejmowanych w wielu krajach europejskich działaniach na rzecz promocji homoseksualizmu, aborcji, eutanazji, które pod pozorem walki o prawa człowieka, w rzeczywistości sieją na kontynencie europejskim zgubę i zniszczenie znacznie większe i poważniejsze niż zło wojen światowych.
Kiedy jednak odrzuca się Jezusa i tak wyraźnie kwestionuje Jego rolę w społeczeństwie, nie ma się co dziwić, że ten Jezus, również w tej „ojczyźnie” nie będzie chciał czynić znaków i cudów. Jego misja nie polegała bowiem nigdy i nie polega, na zadziwianiu świata magicznymi sztuczkami, ale na przekazywaniu Bożego objawienia.
Wielu ludzi, którzy poznali Jezusa, może i dzisiaj zaświadczyć o Jego cudach. Wielu chrześcijan może godzinami opowiadać o uzdrowieniach fizycznych czy uwolnieniach demonicznych... Wiele osób może przedstawić zadziwiające świadectwa ratunku jakiego doświadczyli od Jezusa będąc w stanie skrajnej nędzy... Wielu z nas może opowiedzieć o ocaleniu rozpadających się rodzin czy cudownym wyjściu z najbardziej nawet trudnych sytuacji.
Warunek Jezusa jest tylko jeden (czytamy o nim wielokrotnie na kartach Ewangelii): jest nim zgoda na otworzenie Jezusowi drzwi swojego serca i przyjęcie Go z wiarą.
Jeśli tego nie ma (albo tak jak w przestrzeni życia publicznego, jeśli następuje coraz większa wrogość i zaciętość kierowana przeciw nauce i wartościom Ewangelii), nie ma się co dziwić, że całe życie w przestrzeni prywatnej i społecznej powoli będzie ulegało deformacjom i... degradacji. Nie ma się co dziwić, że zarówno pojedyncze osoby jak i całe narody nie będą mogły doświadczać realności cudów Jezusa oferowanych tym, którzy wierzą.
Owszem, większość z nas nie ma wpływu na to co dzieje się w naszej Ojczyźnie, sądzę jednak, że przez kształtowanie swoich małych „ojczyzn” (swojego serca, rodziny, otoczenia, szkoły, miasta) możemy również przyczynić się do zmian, dzięki którym misja Jezusa będzie mogła być dalej kontynuowana, a my sami nie raz będziemy zaskakiwani Jego cudami.