Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Nie dyskutuj?

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Gdy Jezus z Piotrem, Jakubem i Janem zstąpił z góry i przyszedł do uczniów, ujrzeli wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go. On ich zapytał: O czym rozprawiacie z nimi? Odpowiedział Mu jeden z tłumu: Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli. On zaś rzekł do nich: O, plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie! I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: Od jak dawna to mu się zdarza? Ten zaś odrzekł: Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam! Jezus mu odrzekł: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu! A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego. A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: On umarł. Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. Gdy przyszedł do domu, uczniowie Go pytali na osobności: Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić? Rzekł im: Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą /i postem/” (Mk 9,14-29)

 

Wciąż łapię się na próbach własnego rozwiązania wielu spraw. Kiedy w moim życiu pojawia się jakiś poważniejszy problem, staram się go omówić z żoną czy ze znajomym i na podstawie przesłanek wynikających z tej rozmowy znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Przyznaję, że w bardzo trudnych dla mnie momentach życiowych zdarzyło mi się nawet korzystać z pomocy psychologa, który poprzez różne formy terapii próbował nakierować moje życie na właściwe tory.

 

Obawiam się jednak, że te sposoby nie zawsze muszą być skuteczne. Co gorsza, dyskusja i ludzkie spojrzenie na sytuację często powoduje jeszcze więcej problemów wynikających chociażby z odmienności spojrzenia na problem.

 

Dowodem na to jest chociażby rzeczywistość polityczna w naszym kraju, gdzie wciąż dochodzi do starcia nie tylko różnych interesów ale również wizji wyjścia z kryzysu. Ścieranie się różnego rodzaju wizji następuje również w Kościele.

 

Nie tak dawno szwedzcy luteranie przegłosowali możliwość błogosławieństwa par homoseksualnych (zmieniając nawet pewne sformułowania używane w liturgii ślubnej), gdy tymczasem jeszcze wcale nie tak dawno temu w tym samym państwie za głoszenie zdecydowanego sprzeciwu wobec takich związków pastor kościoła zielonoświątkowego Ake Green (a więc również kościoła wywodzącego się z protestantyzmu), został aresztowany i skazany za szerzenie nienawiści i prześladowanie mniejszości seksualnych.

 

To samo dotyczy chociażby dyskusji jakie rozgorzały w Kościele Katolickim po zdjęciu ekskomuniki z biskupów należących do Bractwa Św. Piusa X, czy w związku z mianowaniem ks. Gerharda Marii Wagnera biskupem pomocniczym diecezji Linz (zresztą nie tak dawno sam kandydat, po fali krytyki, poprosił papieża o cofnięcie nominacji).

 

Patrząc na tę skomplikowaną rzeczywistość, nie chcę absolutnie twierdzić, że wszelkie ludzkie dyskusje są złe. Dzięki nim możemy poznawać siebie nawzajem, poszerzać nasze myślenie, uczyć się nowych rzeczy.

 

Gorzej, jeśli sytuacja, tak jak w dzisiejszej Ewangelii wymaga podjęcia natychmiastowego działania, a nasze siły (i czas) jest skoncentrowany na poszukiwaniu własnych argumentów czy na próbach znalezienia wyjścia z sytuacji i dyskusjach z oponentami. Jeszcze gorzej, jeśli w tak newralgicznych i trudnych sytuacjach bazujemy na różnych dostępnych nam (ale tylko po ludzku) metodach, odrzucając jednocześnie tak dobre dary, jakimi są post i modlitwa.

 

Myślę bowiem, że w wielu z przedstawionych konfliktów dotyczących życia politycznego, rodzinnego, zawodowego a przede wszystkim duchowego, nie uwzględnienie potęgi broni modlitwy i postu może sprawić, że przegramy już na samym początku bitwę, która powinna być wygrana.

 

Wtedy jedynie zły duch ma satysfakcję...