


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy. Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują” (Mt 7,6.12-14)
Czasami zastanawiałem się o co mogło chodzić Panu Jezusowi, kiedy ostrzegał swoich uczniów przed dawaniem psom tego, co święte i rzucaniem pereł przed świnie... Czyżby chciał w jakiś sposób ograniczyć środowiska do których powinna być skierowana Dobra Nowina? Może przestrzegał przed tym, aby nie głosić jej wśród ludzi „nieczystych” (bo tak właśnie były traktowane psy i świnie w ówczesnym Izraelu) i grzesznych?
Gdyby spojrzeć na przestrogę Pana właśnie w tym właśnie kontekście, stanęlibyśmy jednak przed poważnym problemem. Przecież każdy człowiek rodzi się grzeszny, a i w ciągu swojego życia, nie raz, ma „to i owo” na sumieniu... Czyżby takie postawienie sprawy oznaczało, że „niegodnemu” i grzesznemu człowiekowi nie powinno się opowiadać o miłości Bożej? A jeśli tak, to jak należałoby spojrzeć na zapewnienie Pana Jezusa, że „nie przyszedł powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mk 2,17; Mt 9,13; Łk 5,32), ponieważ „nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2,17; Mt 9,12; Łk 5,31)
Być może jednak na pierwsze zdanie dzisiejszej Ewangelii należy spojrzeć w kontekście następnego: „Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!”
Być może bowiem zbyt często to my podejmujemy się oceniać kto jest godny słuchania i przyjmowania Dobrej Nowiny. Być może zbyt często wybieramy sobie środowiska bezpieczne, dobre, „czyste”, takie, gdzie mamy pewność nie tylko przychylnego przyjęcia „naszego” przesłania, ale też dobrej oceny... nas samych. Nie ryzykujemy za to spotkań z ludźmi z marginesu: narkomanami, alkoholikami, bezdomnymi... Uważamy, że tacy ludzie nie są godni być adresatami „czystej” i nieskazitelnej Dobrej Nowiny.
Ale jeśli prawdą są słowa powiedziane przez Jezusa: „Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” nie możemy stawać się ostateczną instancją oceny (w większość negatywnej) pewnych osób i środowisk. Myślę bowiem, że niewielu z nas chciałoby być potraktowanych tak, jak współcześni trędowaci, do których lepiej się nie zbliżać, aby nie zbrukać swojego dobrego wizerunku i nieskazitelnego ubrania...
Może właśnie dlatego, każdy z nas powinien z zapałem i gorliwością (ale przede wszystkim w mocy Ducha Świętego) poszukiwać wąskiej, lecz nieprzeciętnej i wspaniałej drogi jaką proponuje Jezus. Być może dlatego należy dążyć do wejścia przez ciasną bramę, jaka czeka na każdego, kto zgadza się podjąć wysiłek życia według standardów Ukrzyżowanego Mistrza.
Być może właśnie dlatego warto położyć nacisk na kształtowanie w naszym życiu i postawie takiej mentalności, ponieważ w dzisiejszych czasach, jak nigdy dotąd, coraz mniej osób znajduje tę „ciasną bramę i wąską drogę, która prowadzi do życia”. Być może trzeba coraz odważniej dawać przykład naszego życia wiernego Mistrzowi, który „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8).
Jeśli bowiem nie my, to kto, jeśli nie teraz, to kiedy, jeśli nie przez taką postawę to jak, chcielibyśmy pociągnąć ludzi do Chrystusa?