


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami” (J 15,1-8)
Zastanawiający „zbieg okoliczności”? A może jednak jakieś celowe działanie?
Przecież dzisiaj, w odstępie zaledwie kilku dni, Słowo Boże, po raz kolejny stawia przed naszymi oczami przypowieść Jezusa o krzewie winnym i latoroślach. Być może, jak mawia jeden z moich znajomych: jeśli Bóg decyduje się coś powtórzyć, to znaczy, że musi się za tym kryć coś bardzo ważnego.
Zresztą obraz winnicy dość często pojawia się w Biblii, zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie. Poprzez obraz roślin, przez które od korzenia aż do ostatniego liścia przepływają ożywcze soki, Bóg chce nam powiedzieć, że nie ma możliwości doświadczenia pełnego wzrostu duchowego (i przynoszenia wspaniałego owocu) bez stałej łączności z Nim.
Zastanawiam się jednak, czy wyżej wymienionego obrazu nie można zastosować do jeszcze jednego biblijnego porównania. W Liście do Rzymian św. Paweł pisze: „Albowiem jeżeli ty zostałeś odcięty od naturalnej dla ciebie dziczki oliwnej i przeciw naturze wszczepiony zostałeś w oliwkę szlachetną, o ileż łatwiej mogą być wszczepieni w swoją własną oliwkę ci, którzy do niej należą z natury. Jeżeli zaś niektóre zostały odcięte, a na ich miejsce zostałeś wszczepiony ty, który byłeś dziczką oliwną, i razem [z innymi gałęziami] z tym samym korzeniem złączony na równi z nimi czerpałeś soki oliwne, to nie wynoś się ponad te gałęzie. A jeżeli się wynosisz, [pamiętaj, że] nie ty podtrzymujesz korzeń, ale korzeń ciebie. Powiesz może: Gałęzie odcięto, abym ja mógł być wszczepiony. Słusznie. Odcięto je na skutek ich niewiary, ty zaś trzymasz się dzięki wierze. Przeto się nie pysznij, ale trwaj w bojaźni (por. Rz 11,24.17-20).
Św. Paweł pisze te słowa w związku z pokusą, która zrodziła się u części wierzących nie mających żydowskich korzeni. W swojej pysze pomyśleli oni, że nie potrzebują w żaden sposób łączności z Narodem Przymierza (a co za tym idzie łączności z obietnicami Starego Testamentu). Skoro bowiem Słowo Boże dotarło do nich i zastało przez nich przyjęte, a część Żydów sprzeciwiła się Ewangelii, nie ma sensu odwoływać się do Starego Przymierza, lecz najlepiej uznać je za… nieaktualne. Skoro zaś Stare Przymierze jest nieaktualne, nieaktualny jest też Boży wybór i obietnice dane Izraelowi, a Kościół staje się nowym Narodem Wybranym...
Apostoł Narodów dostrzegł niebezpieczeństwo tego typu myślenia. W przytoczonym powyżej fragmencie pokazuje on, że odcięcie się od żydowskich korzeni, de facto powoduje... śmierć drzewa. Wydaje mi się to o tyle istotniejsze, że (nawiązując do dzisiejszej Ewangelii), Jezus Chrystus nigdy nie będzie do końca zrozumiany, jeśli nie będzie rozpatrywany w kontekście swojego Narodu - jako Mesjasz Izraela i wypełnienie starotestamentalnych proroctw i obietnic.
Powiesz może, że nie ma dzisiaj sensu wracać do historii i snuć jakichś rozważań o „małym i nieistotnym narodzie”, który, jak mówi historia, w większości odrzucił (i wciąż odrzuca) Jezusa Chrystusa.
Pozwolę sobie nie zgodzić się z takim twierdzeniem. Powiem więcej: ten naród wciąż ma kluczową rolę do odegrania. Potwierdza to wielokrotnie przede wszystkim Pismo Święte, które w żadnym miejscu nie neguje i nie przekreśla obietnic udzielonych przez Boga Izraelowi (z których część się wypełniła, ale część czeka na swoje wypełnienie).
Zwraca na to również uwagę Katechizm Kościoła Katolickiego, który w kontekście czasów eschatologicznych przypomina: Przyjście Mesjasza w chwale jest zatrzymane w każdej chwili historii do momentu uznania Go przez "całego Izraela" (Rz 11, 26; Mt 23, 39), którego część została dotknięta "zatwardziałością" (Rz 11, 25) w "niewierze" (Rz 11, 20) w Jezusa. Św. Piotr mówi do Żydów w Jerozolimie po Pięćdziesiątnicy: "Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone, aby nadeszły od Pana dni ochłody, aby też posłał wam zapowiedzianego Mesjasza, Jezusa, którego niebo musi zatrzymać aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy, co od wieków przepowiedział Bóg przez usta swoich świętych proroków" (Dz 3, 19-21). Św. Paweł kontynuuje za nim: "Jeżeli ich odrzucenie przyniosło światu pojednanie, to czymże będzie ich przyjęcie, jeżeli nie powstaniem ze śmierci do życia?" (Rz 11, 15). Wejście "całości" Izraela (Rz 11, 12) do zbawienia mesjańskiego, w ślad za wejściem "pełni pogan" (Rz 11, 25) pozwoli Ludowi Bożemu zrealizować "miarę wielkości według Pełni Chrystusa" (Ef 4, 13), gdy Bóg będzie "wszystkim we wszystkich" (1 Kor 15, 28) (KKK 674).