


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Zdarzyło się, że Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą. Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich” (Łk 6,12-19)
W dzisiejszym pierwszym czytaniu św. Paweł napomina wierzących mieszkających w Koryncie: „Czy odważy się ktoś z was, gdy zdarzy się nieporozumienie z drugim, szukać sprawiedliwości u niesprawiedliwych, zamiast u świętych? Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata? A jeśli świat będzie przez was sądzony, to czyż nie jesteście godni wyrokować w tak błahych sprawach? Czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów? O ileż przeto więcej sprawy doczesne! Wy zaś, gdy macie sprawy doczesne do rozstrzygnięcia, sędziami waszymi czynicie ludzi za nic uważanych w Kościele! Mówię to, aby was zawstydzić. Bo czyż nie znajdzie się wśród was ktoś na tyle mądry, by mógł rozstrzygać spory między swymi braćmi? A tymczasem brat oskarża brata, i to przed niewierzącymi. Już samo to jest godne potępienia, że w ogóle zdarzają się wśród was sądowe sprawy. Czemuż nie znosicie raczej niesprawiedliwości? Czemuż nie ponosicie raczej szkody? Tymczasem wy dopuszczacie się niesprawiedliwości i szkody wyrządzacie, i to właśnie braciom. Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego. A takimi byli niektórzy z was. Lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego” (1 Kor 6,1-11)
W kontekście tego czytania, a przede wszystkim w kontekście dzisiejszego tekstu ewangelicznego, żałuję czasami, że żyjący obecnie chrześcijanie nie za bardzo chcą być posłuszni poleceniu Pana Jezusa. Często bowiem spory prowadzone między sobą przenoszą przed oblicza świeckich, a nawet czasami wrogich Kościołowi sądów, które skrupulatnie wykorzystują taką okazję do ataków i ośmieszenia całej wspólnoty wierzących. Kłótnie i spory nie znajdują w takich okolicznościach rozwiązania, powodując raczej jeszcze większe zamieszanie i rozgoryczenie wszystkich stron konfliktu.
Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii przypomina, że zaplanował inne możliwości rozwiązań dla przedstawionych wyżej problemów. Między innymi właśnie w tym celu powołał Apostołów. To oni oprócz zwiastowania Dobrej Nowiny powinni również dbać o rozwój duchowy Kościoła i rozwiązywać spory w gronie wierzących. Dzisiejszy tekst ewangeliczny pokazuje jednocześnie, że to rozwiązanie jest bardzo przemyślane i jak najbardziej trafne: apostołowie, jako zwykli ludzie, znający doskonale codzienne problemy, mogą łatwiej i prościej zrozumieć czym żyje „przeciętny” człowiek. Ich pozycja w Ciele Chrystusa nie jest wynikiem ich zasług, doskonałości czy świętości, ponieważ została podjęta w suwerenny sposób przez Mistrza z Nazaretu na podstawie Jemu tylko znanych przesłanek.
Problem rozstrzygania sporów zawsze był (i jest) w Kościele tematem drażliwym. Nie wszyscy ludzie są w stanie poddać się autorytetom, które zostały ustanowione przez naszego Pana. Co więcej nie wszyscy ludzie są w stanie z pokorą przyjąć braterskie napomnienie, o jakim słyszeliśmy dwa dni temu w czytanej wówczas Ewangelii (por. Mt 18,15-20)
Nie przyjmując jednak żadnych uwag i napomnień, bardzo szybko można znaleźć się poza nurtem zdrowej nauki i zacząć lansować dziwne poglądy, legalizujące związki „rozpustników, bałwochwalców, cudzołożników, rozwiązłych, czy mężczyzn współżyjących ze sobą, a także usprawiedliwiające złodziei, chciwców, pijaków, oszczerców, czy zdzierców”. To zaś powoduje, że Kościół, zamiast być przekazicielem Bożej mocy i uzdrowienia, sam zaczyna chorować...