Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Narodziny do nowego życia

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać” (J 16,20-23a)

 

Pamiętam dość szczegółowo poród naszego trzeciego dziecka - Weroniki. Zdecydowaliśmy się na przeżycie tej szczególnej chwili w warunkach domowych, więc kiedy tylko pojawiły się pierwsze bóle, zadzwoniliśmy do położnej i w spokoju oczekiwaliśmy rozpoczęcia właściwej akcji porodowej. Dokuczliwe bóle jakie przeżywała moja wspaniała i dzielna małżonka łagodziliśmy na różne sposoby: część czasu moja żona spędziła w olbrzymiej wannie wypełnionej ciepłą wodą, która działała kojąco i odprężająco. W tym też czasie podawałem mojej żonie napoje chłodzące, masowałem plecy, pomagałem w zmianie pozycji (co w warunkach szpitalnych w tym czasie było w ogóle nie do pomyślenia). Wreszcie, kiedy rozpoczęła się właściwa akcja porodowa, moja żona przeniosła się z łazienki do dużego pokoju (w którym specjalnie, za radą położnej przysłoniliśmy okna, aby dziecko po porodzie nie musiało być „konfrontowane” od razu z bardzo silnymi bodźcami wzrokowymi). W tym pokoju na specjalnym worku („sacco”) wypełnionym granulatem, który dopasowuje się do ciała i pomaga przyjąć wygodną pozycję rozpoczęła się najważniejsza część porodu. Po kolejnych bolesnych skurczach jakich doświadczyła moja żona, ujrzeliśmy wreszcie główkę, a chwilę potem całe ciało naszej maleńkiej córeczki.

 

Rzeczywiście w perspektywie przyjścia na świat naszego wspaniałego dziecka szybko minęła pamięć o bólach rodzenia, a także o wszystkich wcześniejszych przygotowaniach. Wysiłek i cierpienie szybko ustąpiły miejsca olbrzymiej, wręcz niewypowiedzianej radości.

 

Myślę, że dzisiejsza Ewangelia mówi o podobnym doświadczeniu. I my również przeżywamy obecnie dość trudny, a nawet smutny czas: boleśnie dotykają nas różne problemy, ciernienie, choroby, wreszcie śmierć. Bardzo często jesteśmy konfrontowani z przemijalnością i słabością naszego istnienia. Nasze przebywanie w świecie często jest naznaczone niezrozumieniem, a nawet odrzuceniem jakiego doświadczamy czasami w naszych rodzinach czy miejscach pracy.

 

A jednak, można chyba powiedzieć, że cały ten czas jest tylko pewnym wstępem, bolesną, ale jednak krótką chwilą, która poprzedza powtórne przyjście Pana a potem nasze „prawdziwe” i „właściwe życie” u Jego boku. Być może właśnie dlatego nasz Pan - Jezus Chrystus zdecydował się na porównanie tego czasu do narodzin dziecka. Przecież od momentu poczęcia, dziecko przebywa w łonie matki tylko przez 9 miesięcy (co można przeliczyć na około 270 - 280 dni). A jeśliby przyjąć, że życie człowieka na ziemi trwa około 70 - 80 lat, dałoby to odpowiednio 25.550 albo 29.200 dni… Czym więc jest krótki czas od poczęcia do porodu w porównaniu z czasem całego naszego życia?...

 

Wydaje się, że dokładnie tak należy traktować nasz czas w oczekiwaniu na powtórne przyjście Pana. Z każdym dniem ta chwila przybliża się nieustannie. Niezależnie od tego jak niektóre środowiska chciałyby ją opóźnić, niezależnie od tego, że niektórzy ludzie zupełnie odrzucają taką możliwość (traktując ją jak bajkę), dzień przyjścia Pana zbliża się nieustannie.

 

Jezus powróci na ten świat niespodziewanie - jak złodziej (por. 1 Tes 5,1; 2 P 3,10). Nikt i nigdzie nie będzie już zapowiadał Jego powrotu (tym bardziej, że zapowiedzi zawarte w Piśmie Świętym są dość liczne i czytelne i kto tylko chce, może bez problemu przygotować się na ten czas).

 

Jezus przychodzi powtórnie po to, aby znowu nas zobaczyć, po to, aby rozradowało się serce nasze i aby naszej radości nikt już nie zdołał nam odebrać. On chce, aby nasze życie nie zakończyło się jakimś pesymistycznym i smutnym akordem, ale wspaniałą i harmoniczną symfonią rozbrzmiewającą na cześć Ojca, który przygotował nam wspaniałe apartamenty...