


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?" Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!" Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki". Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie” (Mt 7, 21-29)
Patrzę na przytoczony dzisiaj tekst ewangeliczny i... nie wierzę własnym oczom... Czy jest to możliwe, aby ktoś prorokował w Imieniu Jezusa, aby wyrzucał złe duchy, a nawet czynił cuda, a jednak nie znalazł „uznania” w oczach Mistrza?
Na pierwszy rzut oka wydaje się to nieprawdopodobne. A jednak kiedy czytałem ten tekst raz za razem, Duch Święty delikatnie prowadził mnie do podobnych zapisów, które znajdują się w Nowym Testamencie. Na przykład św. Paweł w taki sposób pouczał Koryntian: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał (1 Kor 13,1-3).
W świetle przytoczonego tekstu okazuje się, że można posiadać niesamowite dary duchowe, które jednak wobec niedostatku miłości praktycznie nic nie znaczą...
Wydaje się, że to właśnie miłość jest zasadniczym fundamentem naszego życia, fundamentem, na którym każdy z nas może zbudować trwały dom, tak jak dom osadzony na skale. Być może prawdą jest to, o czym mawia jeden z moich znajomych, pastorów: Bóg w wieczności nie będzie nas pytał: ile razy wyrzucałeś demony mocą mojego imienia, ile razy prorokowałeś i odsłaniałeś rzeczy przyszłe. Postawi za to inne, fundamentalne pytanie: CZY MNIE KOCHAŁEŚ?
A jak można Boga kochać?
Z podpowiedzią przychodzi nam chociażby Apostoł Jan: „Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!” (1 J 3,17-18).
Tę myśl rozwija również św. Jakub, pisząc: „Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda?” (Jk 2,15-16).
To są konkretne postawy miłości, których nie sposób zastąpić nawet najwspanialszym zaangażowaniem i długimi modlitwami, w czasie których będą się manifestowały nadnaturalne dary charyzmatyczne. Jeśli bowiem dary i charyzmaty nie będą nas prowadziły do coraz większego praktykowania ofiarnej miłości, być może trzeba będzie się zastanowić nad tym, czy... są autentyczne.