


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał” (J 14,27-31a)
Kiedy po kilku latach obecności w Iraku wojsk sojuszniczych prawie codziennie media donoszą o kolejnych atakach bombowych organizowanych przez ekstremistów w całym kraju, kiedy podobne wieści docierają z Afganistanu również coraz mocniej „wypełnionego” żołnierzami z różnych państw świata, kiedy w dodatku raz po raz ukazują się informacje o napięciach w Gruzji, Somalii czy innych krajach świata, z całą mocą wracają do mnie słowa wypowiedziane przez słynnego greckiego filozofa Platona: „Jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę”. Wydaje się bowiem, że właśnie taka jest mentalność współczesnego świata. Co gorsza ta mentalność jest przenoszona na wszelkie dziedziny naszego życia. Owoce tej mentalności dostrzegam nawet u mnie w pracy. Często bowiem bywa tak, że słowa wypowiedziane przez jedną czy drugą osobę, czasami nie są przyjmowane przez odbiorcę w taki sposób jak zostały wypowiedziane, lecz z dużą rezerwą i podejrzliwością. Okazuje się bowiem, że słuchacz, zamiast przyjmować komunikat przekazany przez rozmówcę, szuka w nim jakiegoś ukrytego sensu, rzekomego ataku, a nawet spisku skierowanego przeciw sobie czy grupie osób. Nie dziwię się, że wiele z osób funkcjonujących w takim zakręconym świecie coraz częściej nosi w sobie smutek, rozczarowanie, ból i... zmęczenie.
Chyba właśnie przede wszystkim dlatego należy ze szczególną mocą skoncentrować się na słowach wypowiedzianych przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję”.
Pokój oferowany przez Chrystusa nie prowadzi bowiem do żadnej wojny (chyba, że z Szatanem i Jego demonami). Jego pokój przynosi sercu ludzkiemu, to czego nie może dać nikt inny: wytchnienie i ukojenie.
I chociaż dzisiejsza Ewangelia nie mówi o tym jasno, wydaje się, że bez obawy błędu teologicznego można powiedzieć, że Boży pokój jest osadzony i zakorzeniony przede wszystkim na szczególnej i głębokiej relacji ze Stwórcą.
Doświadczam tego szczególnie w czasie modlitwy. Wszelkie problemy, które piętrzą się w moim życiu codziennym a czasami wydają się wręcz nie do rozwiązania, na modlitwie blakną i stają się zupełnie nieistotne. Myślę, że w perspektywie Bożej chwały i Jego Wszechmocy, w świetle Bożego planu jaki On ma zarówno dla mojego życia i jak i dla całego świata, jeden czy drugi problem, który dotyka obecnie mojego życia codziennego wydaje się zupełnie nieistotny, tym bardziej, że taki czy inny problem być może jutro już w ogóle nie będzie istniał rozwiązany mocą z wysoka.
W ten sposób wydaje się, że nie ma sensu zbyt mocno koncentrować się na tym co nas niepokoi i jednocześnie zaburza naszą relację z Bogiem, próbując przekonywać, że bez gorączkowego i nerwowego poszukiwania własnych rozwiązań, nie da się przebrnąć przez kolejny dzień i kolejne wyzwanie. Być może zamiast tego, należy w szczególny sposób skoncentrować się na Tym, który został nazwany Księciem pokoju (por. Iz 9,5).
Jego władza jest niczym nieograniczona.
Niech więc Jego szczególny pokój, „pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł naszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (por. Flp 4,7) aż do czasu, kiedy znajdziemy się w miejscu gdzie bólu, płaczu, problemów i kłopotów już w ogóle nie będzie.