Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Jak w pogotowiu

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać” (Mk 6,30-34)

 

Z bardzo dużym sentymentem wspominam swoją pracę w Pogotowiu Ratunkowym. Owszem, muszę przyznać, że była ona czasami bardzo wyczerpująca, gdyż bywały takie dni i noce, kiedy w ciągu całego, 12-godzinnego dyżuru praktycznie nie wysiadało się z karetki. Zaraz po przyjściu do pracy otrzymywałem od dyspozytora sporą ilość zleceń do zrealizowania, w dodatku, w czasie dyżuru drogą radiową przychodziły kolejne zadania, które nie pozwalały nawet na chwilę odpoczynku.

 

Jednak, niezależnie od zmęczenia i utrudzenia, wiem, że ta praca przynosiła mi zawsze wiele satysfakcji. Nawet wtedy, kiedy dźwięk telefonu w dyżurce przerwał mój sen o trzeciej czy wpół do czwartej nad ranem (czyli w porze, kiedy najlepiej się śpi), miałem zawsze poczucie, że uczestniczę w czymś bardzo ważnym, wręcz wyjątkowym, bądź co bądź ratując życie ofiar wypadków drogowych, udzielając pomocy w nagłych zasłabnięciach, czy zawałach serca.

 

Wydarzenia z mojej młodości (i pierwszej pracy) przypomniały mi się dzisiaj, w momencie kiedy czytałem fragment Ewangelii wg św. Marka.

 

W pewien sposób odzwierciedla on posługę Jezusa, jako lekarza posłanego na pomoc tym, którzy potrzebują ratunku. Z przytoczonego opisu można nawet wywnioskować, że była to praca o trybie bardzo zbliżonym do funkcjonowania pogotowia ratunkowego.

 

Tak jak w przypadku pracowników tej ważnej instytucji, duża ilość osób korzystających z pomocy Jezusa, na pewno powodowała zmęczenie Nauczyciela i Jego najbliższego otoczenia. Długie godziny ciężkiej pracy jak najbardziej uprawniały do zaspokojenia głodu i pragnienia. Gdy jednak do Mistrza docierali kolejni ludzie zabłąkani i zmęczeni poszukiwaniem rozwiązań sytuacji w jakich się znaleźli, Jezus nie odpychał ich, lecz wręcz przeciwnie, zawsze udzielał im swojej pomocy.

 

W tym kontekście próbuję też spojrzeć na współczesne chrześcijaństwo. Obawiam się jednak, że w niektórych miejscach tablice z godzinami przyjęć zawieszone przed wejściem do kancelarii parafialnych, czy biur pastorów, wyznaczają dzisiaj nieprzekraczalne i nienaruszalne granice, których nie sposób przekroczyć, nawet w związku z najpilniejszą i nie cierpiącą zwłoki potrzebą.

 

Owszem, doceniam ludzi, którzy pracują „na etacie” dla Pana i którzy w związku z tym już i tak rezygnują z części swojej prywatności, lecz przecież praca na niwie Bożej jest posługą bardzo zbliżoną w swojej specyfice do działań Mistrza z Nazaretu. Jeśli więc On także przekraczał granice czasu przeznaczonego na wypoczynek i posiłek tylko dlatego, aby usłużyć ludziom potrzebującym, tak samo i dzisiaj Jego uczniowie muszą być przygotowani na przekroczenie tych granic, aby świadczyć pomoc ludziom oczekującym wsparcia.

 

Czytałem już wiele wspaniałych świadectw dotyczących życia osób, które późnym wieczorem lub nawet nocą doświadczyły życzliwości serc poprzez prosty symbol otwartych drzwi w domach chrześcijan. Wiele z tych osób, często żyjących z dala od Boga, zobaczyło przez ten gest, że miłość Boża nie jest jakąś abstrakcją lecz „wymierną i sprawdzalną” rzeczywistością wciąż obecną w życiu Jego uczniów. Otwarty dom, a przede wszystkim otwarte i miłujące serce okazane w potrzebie, bardzo często owocowało głębokim nawróceniem w życiu osób poszukujących Boga.

 

Być może chociażby tylko dlatego warto czasami popracować w „pogotowiu ratunkowym”...