


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł” (Łk 1,26-38)
Co takiego stało się dzięki Maryjnemu „TAK”? Czy losy świata w jakikolwiek sposób odmieniła decyzja młodej Żydówki, przyzwalająca Bogu na rozwinięcie pełni swojego planu w Jej życiu, a przez to w dziejach świata?
Wydaje mi się, że w momencie Maryjnego „TAK” w sposób perfekcyjny wypełniło się słowo proroka Izajasza, zapisane wiele wieków przed narodzeniem Jezusa: Oto bowiem „naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju. Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic na tronie Dawida i nad Jego królestwem, które On utwierdzi i umocni prawem i sprawiedliwością, odtąd i na wieki” (Iz 9,1-3,5-6)
Oto dzięki łasce Bożej i zgodzie jaką wyraziła Maryja, świat został opromieniony światłością wiekuistą. Ciemności grzechu zostały rozjaśnione, a beznadzieja została zastąpiona nową nadzieją, jaką może dać tylko ten, który zna człowieka od poczęcia.
Czytając dzisiejszą Ewangelią zastanawiam się nad jednak nad znaczeniem tych faktów dla mojego życia. Zastanawiam się też nad moimi słowami, wypowiadanymi często zbyt szybko i zbyt pochopnie. Z jednej strony, wiem, że nie mają one takiego „ciężaru gatunkowego” jak słowo Maryi. A jednak, każde z nich również może otwierać lub zamykać drogę dla Bożego działania.
Wydaje mi się, że moje „tak” dla Boga i Jego planu dla mojego życia, pozwala Wszechmocnemu kształtować je w pełni łaski. Moje „nie”, symbolizujące moje odwrócenie się od Boga, nie pozwala Mu na rozwinięcie działania łaski w moim życiu.
Być może w podobny sposób dzieje się z moimi słowami wypowiadanymi względem innych ludzi. Jeśli jest w nich wiele zła, nienawiści, zgorzknienia i żalu, zamiast Bożego błogosławieństwa w pewien sposób obdarzam innych... przekleństwem. Jeśli natomiast potrafię innych motywować, dopingować, moje słowo jest niejako wypełnione Bożym błogosławieństwem. Myślę, że trochę podobnie jak w przypadku Maryi, dzięki mojemu słowu, „naród kroczący w ciemnościach może również oglądać światło, a nad mieszańcami kraju mroków może zabłysnąć światło”. Może również dzięki mojemu słowu niosącemu Boże błogosławieństwo, w sercach innych może rodzić się Książę Pokoju.
Wkraczając w dzień dzisiejszy pamiętajmy więc, aby „nie oddawać złym za złe ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, powinniśmy błogosławić! Do tego bowiem jesteśmy powołani, abyśmy odziedziczyli błogosławieństwo” (por. 1 P 3,9)