


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Po odejściu wysłanników Jana Chrzciciela Jezus powiedział do tłumów: Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci, które przebywają na rynku i głośno przymawiają jedne drugim: Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali. Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność” (Łk 7,31-35)
Czasami lubię sięgnąć po jeden z nietypowych przekładów biblijnych zatytułowany Słowo Życia (przygotowany przez Billy’ego Grahama), który w zasadniczy sposób różni się od innych tłumaczeń Księgi Ksiąg. Billy Graham odszedł bowiem od literalnego tłumaczenia tekstu, próbując za pomocą słów i sformułowań używanych we współczesnym języku, jak najlepiej oddać to co mieli na myśli autorzy biblijni.
Zanim więc zagłębimy się w rozważanie tekstu ewangelicznego przeznaczonego na dzień dzisiejszy, przytoczę ten fragment Ewangelii w tłumaczeniu „Słowa Życia”:
„Cóż można powiedzieć o takich ludziach? – zapytał Jezus. - Do czego ich przyrównać? Podobni są do młodocianych tancerzy, niezadowolonych zarówno z muzyki wesołej, jak i smutnej. Jan Chrzciciel pościł i przez całe życie nie tknął wina, a wy stwierdziliście: „To szaleniec”. Ja jem i piję, co mi podadzą, wy zaś mówicie: „Jaki z niego żarłok! A do tego jeszcze pije i otacza się ludźmi o złej reputacji”. Jeśli ktoś chce uderzyć, zawsze kij znajdzie” (Łk 7,31-35, Słowo Życia - Nowy Testament, Living Box International, Herljunga, Szwecja 1989)
No właśnie! Powiedzenie: „Jeśli ktoś chce uderzyć, zawsze kij znajdzie”, bardzo dobrze oddaje jedną z głównych myśli przytoczonego dzisiaj Słowa Bożego. Myślę, że we współczesnym świecie wielu ludzi (być może nieświadomie) hołduje tej zasadzie: Niektórzy zarzucają Kościołowi, że nie dostosowuje się do obecnych trendów: nie pochwala rozwodów, nie błogosławi związków homoseksualnych, nie godzi się na aborcję czy eutanazję. Inni wręcz przeciwnie: twierdzą, że Kościół wyrzekł się swojej tożsamości wprowadzając na przykład do liturgii języki narodowe, czy zgadzając się na dialog ekumeniczny.
Zewsząd więc podnoszą się „kije” spadające na głowy uczniów Chrystusa, którzy żyją co prawda w wolnym kraju, ale, raz po raz, muszą stawać wobec nowej rzeczywistości jaką jest nieskrępowana, niczym nieograniczona krytyka Boga i Kościoła często przekraczająca granice dozwolonej dyskusji i świadomie przyjmująca kontrowersyjne postawy.
Dlaczego tak się dzieje?
Myślę, że takie problemy są skutkiem zmiany mentalności współczesnego człowieka. On nie umie już wybierać. Podejmując z łatwością decyzje dotyczące inwestowania wielkich pieniędzy, nie ma odwagi podjąć decyzji najważniejszych. Ucieka od odpowiedzialności za swoje życie, próbując lawirować między propozycjami... Boga i... Diabła. Zamiast opowiadać się po jednej lub drugiej stronie, próbuje zachować neutralność, wciąż jednak narzekając i narzekając, stawiając jednocześnie samego siebie, jako jedyny autorytet, wydający osąd o tym co jest słuszne a co niesłuszne.
Taka postawa jest jak najbardziej na rękę Nieprzyjacielowi rodzaju ludzkiego, który tylko czeka, aby jeszcze więcej ludzi odeszło od przestrzegania Bożych praw i nakazów. W tym celu Szatan potrafi zręcznie reklamować się w telewizji, radiu i Internecie, łudząc człowieka mirażami o przedłużeniu młodości, o beztroskim życiu, o wiecznym szczęściu, no i oczywiście o tym, że jedynie on potrafi zapewnić szczęście we wszelkich dziedzinach życia.
Z drugiej strony jest też Ktoś, kto nie ukrywa, że życie jest walką. Nie próbuje człowieka oszukiwać, próbując mu wmówić, że da się żyć bez stresowo i bez żadnego wysiłku. Wręcz przeciwnie: ten Ktoś stawia wymagania! Domaga się na przykład, aby zaprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż i naśladować Go (por. Łk 9,23), albo opuścić dla Jego imienia dom, braci, siostry, matkę, ojca, dzieci i pola (por. Mk 10,29).
Jeśli jednak człowiek skupiony jest na narzekaniu i nie umie ucieszyć się ani radosnym tańcem, ani, tym bardziej pochylić się w zadumie nad najważniejszymi i najbardziej newralgicznymi decyzjami, w jaki sposób może zauważyć Boga, wciąż wyciągającego ku niemu swoje otwarte ramiona?