Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Dotknięty łaską

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego” (Mk 1,40-45)

 

Kiedy czytam dzisiejsze teksty biblijne, przychodzi mi na myśl historia życia diakona Petera Hepp’a, opisana w ostatnim numerze Gościa Niedzielnego (z niedzieli 11 stycznia 2009 r.), a w szerszy sposób w książce wydanej przez moich przyjaciół z Wydawnictwa CREDO pt. „Świat w moich dłoniach. Życie bez słuchu i wzroku” (Wydawnictwo CREDO, Katowice 2008 r.).

 

Trzeba przyznać, że czytając opis życia tego młodego mężczyzny (urodzonego w 1961 r.) przeżywa się swoisty wstrząs.

 

Peter bowiem już jako dziecko dowiedział się, że będzie głuchy. Co gorsza, w wieku około 30 lat, postawiono jeszcze bardziej dramatyczną diagnozę lekarską - w wyniku kolejnych badań okazało się, Peter tracił również wzrok.

 

„Pomyślał, że lepiej umrzeć, niż usychać samotnie jako głuchoniewidomy. - Dlaczego odbierasz mi wzrok? - krzyczał na Boga. W rozpaczy chwycił siekierę. Chciał się poranić i wykrwawić gdzieś w lesie. Wciąż dręczyła go jednak myśl, że musi żyć. Nie wiedział tylko, po co. Miotał się, czekając na odpowiedź Boga. Czy po to głuchy od urodzenia starał się upodobnić do ludzi słyszących? Po to czytał książki i trudne teologiczne dzieła? Lata kryzysu stały się otchłanią, krawędzią, nad którą nieustannie balansował. – Ogarnęła mnie głęboka depresja, czułem, jak kawałek po kawałku umieram - wspomina.

 

W 1990 r. został uznany za całkowicie niewidomego, choć dziś wciąż widzi mgliste zarysy kształtów. Jakby patrzył przez długą rurę. (...)

 

Cztery lata później zrozumiał, po co żyje. Chciał tłumaczyć niewidomym i głuchym Ewangelię. Mniej więcej w tym samym czasie spotkał Maitę, uroczą dziewczynę włoskiego pochodzenia - dziś żonę i matkę ich 4-letniego Tobiasza oraz 2,5-letniego Sebastiana (...)

 

Pięć i pół roku temu Peter przyjął święcenia diakonatu. Od kiedy biskup Gebhard wziął jego dłoń między swoje i odebrał słowa przyrzeczenia, Peter może udzielać chrztów, rozdawać Komunię św. i błogosławić małżeństwa. Za każdym razem potrzebuje jednak pomocy asystenta, którym najczęściej jest Maita. To ona trzyma wówczas puszkę z komunikantami, które Peter z namaszczeniem kładzie na dłonie podchodzących do ołtarza osób.

 

7 czerwca 2003 r., leżąc na posadzce katedry, w dniu święceń diakonatu, Peter pomyślał, że nie jest już sam dla siebie na świecie, ale dla innych, którzy go od tej pory potrzebują. Po wyjściu ktoś wcisnął mu w dłoń dużą świecę. Na jej powierzchni było wiele małych woskowych dłoni. Peter czuł, że ta świeca symbolizuje jego życie: światło, którego szukał, i ludzi, których pragnął znaleźć” (Tomasz Gołąb, Ręce które słyszą, Gość Niedzielny Nr 2/2009 z dnia 11.01.2009 r.).

 

Patrząc na historię tego niesamowitego człowieka, w szczególny sposób wracają do mnie słowa przytoczone w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak w buncie. (...) Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego. (...) Jesteśmy bowiem uczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną (por. Hbr 3,7-8.12.14)

 

Tę silną nadzieję niewątpliwie zachował bohater opisany powyżej. Mimo okresu buntu zrozumiał, że Bóg przygotowuje dla niego dobre dary.

 

Tę nadzieję zachował też trędowaty z dzisiejszej Ewangelii, który gorliwie i odważnie poszedł za Chrystusem, wiedząc, że tylko On może Go uleczyć z jego choroby.

 

I wydaje mi się, że mimo faktu, że trędowaty został uleczony ze swojej choroby, a diakon Peter Hepp, wciąż zmaga się ze swoją słabością, i jeden i drugi człowiek... „wygrał” swoje życie. Każdy z nich bowiem odnalazł w Chrystusie sens istnienia i z radością oddał się głoszeniu Jego chwały.