


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Piotr rzekł do Jezusa: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy? Jezus zaś rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy” (Mt 19,27-29)
Wydawać by się mogło, że obietnice Pana Jezusa przedstawione w dzisiejszej Ewangelii, a dotyczące rzeczywistości „przyszłych”, niewidzialnych i niewyobrażalnych będą na tyle nieatrakcyjne, że nie skłonią nikogo do podjęcia wysiłku kroczenia śladami Mistrza. A jednak wystarczy spojrzeć chociażby na świadectwo samych Apostołów, którzy, za wierność Jezusowi do końca, przecierpieli liczne prześladowania, a wreszcie (prawie wszyscy) ponieśli śmierć męczeńską. Można też spojrzeć na zasady funkcjonowania pierwotnych gmin kościelnych, o których czytamy w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze /uzyskane/ ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby” (Dz 4,32-35)
Tak więc, jak pokazuje doświadczenie wielu ludzi żyjących na przestrzeni wszystkich wieków, obietnice Jezusa są warte poniesienia nawet największego wysiłku i oddania Panu nawet tego, co najcenniejsze, byle tylko pozyskać niezmierzone i nieskończone dobra przygotowane dla każdego z nas w królestwie niebieskim. Przyznaje się do tego też Apostoł Paweł pisząc do Filipian: „Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim - nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze - przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach” (por. Flp 3,7-10).
Można więc zapytać: co w obietnicach Jezusa jest tak pociągające, że miliardy ludzi (na przestrzeni wszystkich wieków), potrafią porzucić wszystko i pójść za Mistrzem?
Myślę, że oprócz szczególnych obietnic przekazanych apostołom (którzy, jak mówi dzisiejsza Ewangelia, zasiądą na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela ), każda z osób idąca za Jezusem została obdarzona niesamowitą godnością. Św. Paweł przypomina, że dzięki wierze w Nauczyciela z Nazaretu wszyscy „jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa” (Rz 8,16-17).
W dodatku, „na dowód tego, że jesteśmy synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej” (Gal 4,6-7).
Tak więc, obdarzeni niesamowitą godnością, z pieczęcią Ducha Świętego, który modli się w nas i prowadzi nas przez życie, możemy z podniesioną głową wyjść naprzeciw nawet największym wyzwaniom.
Jeśli zaś Duch Pocieszyciel wzywa nas do porzucenia czegokolwiek, to, nie dlatego, że chce nas ograbić z jakiegokolwiek dobra. Czyni to raczej dlatego, że nie wszystko co nas otacza przynosi nam korzyść we wzroście duchowym i naszej drodze za Panem. Czasami konieczne jest pozostawienie pewnych (nawet dobrych, a co dopiero złych) rzeczy, żeby odnaleźć prawdziwe dobra.
Myślę również, że swoiste „ogołocenie” człowieka ma również silny związek ze słowami Pana Jezusa zanotowanymi w dzisiejszej Ewangelii: w zamian za pozostawienie czegokolwiek ZE WZGLĘDU NA JEZUSA zyskujemy stokroć więcej i stokroć lepszych rzeczy, niż te, z których zrezygnowaliśmy...
Czy mając to na uwadze nie warto za Jezusem pójść na całość?