


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości” (Łk 16,1-8)
Podstawowym obowiązkiem każdej osoby zarządzającej czyimś majątkiem jest (co najmniej) nie dopuszczenie do powstania strat w powierzonym mieniu (a najlepiej - pomnożenie majątku). Dlatego dla współczesnego człowieka, przykład rządcy przedstawionego przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii, wydaje się niepojęty, wręcz oburzający...
Chociaż...
Jeśliby ktoś przeniósł bohatera dzisiejszego fragmentu we współczesne czasy, a w dodatku pozwolił mu osiedlić się na przykład w pewnym kraju leżącym w centrum Europy, nad przepiękną rzeką Wisłą, być może okazałoby się, że nasz bohater będzie mógł znaleźć tu wielu kolegów (a może i „nauczycieli”). Otwierając bowiem codziennie wydania różnych gazet, raz po raz możemy odkrywać, że znów wybuchła jakaś afera związana z niegospodarnym lub nierzetelnym wydawaniem nie swojego (najczęściej państwowego) grosza.
Cóż... Takie jest życie... Tu i ówdzie znajdzie się człowiek, który nie do końca spełnia oczekiwania swoich przełożonych, nie przejmuje się kolejnymi porażkami w biznesie, za to często myśli jedynie o „ustawieniu się w życiu”.
Wydaje się jednak, że rządca przedstawiony w dzisiejszej Ewangelii jest, mimo wszystko, jakimś przypadkiem szczególnym. Postępuje on bowiem jak człowiek... „nie z tej ziemi”. Już w pierwszym zdaniu możemy przeczytać o tym, że trwonił on majątek swojego pana. Co gorsza, kolejne zdania nie tylko to potwierdzają, ale pokazują przykłady wręcz monstrualnych „przekrętów” mających zapewnić rządcy uznanie i szacunek innych po „wylaniu” z pracy.
Tak... Taki rządca to rzeczywiście osoba nie z tej ziemi...
Nieprzypadkowo jednak używam tu takiego określenia. Myślę bowiem, że właśnie to sformułowanie, doskonale odpowiada zamysłowi Mistrza z Nazaretu, opowiadającego tę historię.
Kto tak mocno trwonił majątek, że rozdał dokładnie wszystko? Kto darował nam nie tylko takie czy inne długi, ale zabrał cały ciężar grzechu? Czyż nie czynił tak (i nie czyni) nasz kochany Ojciec w niebie? Czyż w osobie Jezusa Chrystusa nie pokazał wyraźnie, że potrafił wydać wszystko dla zbawienia każdego człowieka?
Dlatego też, czytając przytoczony dzisiaj tekst ewangeliczny, dostrzegam kilka zasadniczych różnic między postawą rządcy a postępowaniem Boga:
Przytoczona przed chwilą opowieść ewangeliczna stanowi również wyzwanie dla każdego z nas. Być może w postawie rządcy można dostrzec pewien wzorzec, którego oczekuje od nas Bóg. Być może również my, poprzez swoje postępowanie, odpuszczanie win wobec tych, którzy nas zranili, poprzez wychodzenie naprzeciw naszym dłużnikom, mamy w pewien sposób wskazywać na Osobę Jezusa Chrystusa, Zbawiciela świata, który przekreśla dłużny zapis starożytnej winy (por. EXULTET) i otwiera nam drogę do nieba.