


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże (Łk 10,1-9)
W dobie zataczającego coraz szersze kręgi kryzysu gospodarczego, a także w świetle odnotowywanego (szczególnie w Europie Zachodniej, choć i w Polsce) spadku liczby uczestników niedzielnych mszy czy nabożeństw, wciąż wraca pytanie o zasady finansowego funkcjonowania Kościoła w dzisiejszych czasach.
Być może, chociaż częściowo, odpowiedź na powyższy problem przynosi przytoczony dzisiaj fragment Ewangelii wg Św. Łukasza. Myliłby się jednak ten, kto oczekiwałby od Pana Jezusa wprowadzenia i nałożenia na Jego uczniów ścisłych zasad finansowych, których przestrzeganie gwarantowałoby sukces i rozwój Jego dzieła. Mistrz z Nazaretu wysyłając pierwszych misjonarzy, przede wszystkim zobowiązał ich do wiernego i gorliwego spełniania Jego posłannictwa. Co więcej, zapowiedział, że znaki i cuda, które miały towarzyszyć Jego uczniom, powinny być dokładnie takie same, jakie mogły oglądać tłumy zgromadzone wokół Jezusa.
Niejako dzięki takiemu posługiwaniu, stanowiącemu maksymalnie wierne odwzorowanie misji Pana, uczniowie mieli otrzymywać zapłatę na jaką zasługiwali.
Patrząc jednak na rzeczywistość współczesnego Kościoła (niezależnie zresztą od denominacji), wydaje mi się, że programy i wizje różnych chrześcijan, biorą czasami górę nad zaleceniami Pana. Wznosząc budynki kościelne, czy powołując do życia nowe stowarzyszenia czy fundacje mające za zadanie krzewić Boże wartości, ludzie czasami rozpoczynają nie tyle od analizy zaleceń Pana, lecz od formułowania celów i zasad, sporządzenia dokładnego biznesplanu, poszukiwania źródeł finansowania itp. Dopiero na tej płaszczyźnie rozpoczynają wdrażanie swoich projektów i wizji.
Wydaje mi się jednak, że Jezusowa strategia była trochę inna. On sam zaczynał swoją misję od głoszenia konieczności nawrócenia. Dlatego też zanim rozpoczął swoją publiczną działalność nie gromadził środków finansowych i nie opracowywał zasad kredytowych, lecz poszukiwał na modlitwie woli swojego Ojca. Pierwszą rzeczą jaką czynił w czasie spotkań z ludźmi, nie było zbieranie środków na własne utrzymanie, lecz nauczanie oparte na fundamencie Słowa Bożego. W dodatku to nauczanie nie „zatrzymywało się” tylko na słowie. Jezus leczył wszystkich chorych, pocieszał zasmuconych, wyrzucał złe duchy.
Myślę, że ten sposób postępowania, nacechowany niebywałą miłością (ale i otwartością dla każdego człowieka), zjednywał Nauczycielowi i Jego uczniom życzliwość ludzkich serc, pomagających im również w codziennym materialnym utrzymaniu.
Podobną zasadę mogę zaobserwować w życiu wielu moich przyjaciół zaangażowanych „na etacie” w pracy dla Królestwa Bożego. Od wielu lat utrzymują siebie i swoje rodziny jedynie z ofiarności innych. Jednak ich zaangażowanie, otwartość na potrzeby bliźnich, głębia wiary i modlitwy, „unaocznianie” Bożej miłości przez postawę życzliwości i ofiarności, sprawia, że moi przyjaciele zawsze mogą liczyć na pomoc innych w ich materialnych potrzebach. Co więcej, postępując w ten sposób i stawiając zawsze na pierwszym miejscu sprawy Boże, moi znajomi nigdy nie cierpieli głodu czy niedostatku, choć (jak sami przyznają), bywały takie dni, że nie wiedzieli co mają włożyć do garnka na obiad. Kiedy jednak nadchodziła pora obiadu, zawsze otrzymywali stosowne zaopatrzenie potwierdzające jak mocno Bóg troszczy się o ich życie.
Podobną sytuację widzę w niektórych parafiach i zborach. Tam, gdzie głoszone jest z mocą Słowo Boże, tam, gdzie ludzie doświadczają autentycznej miłości, tam, gdzie tworzą się serdeczne więzi a zgromadzeni ludzie wchodzą ze sobą w głębokie relacje sprawiające, że stają przy sobie nie tyle anonimowi parafianie czy zborownicy, ale prawdziwa Boża rodzina, nigdy nie brakuje środków finansowych na codzienne funkcjonowanie.
W tych wszystkich sytuacjach bardzo mocno potwierdza się Jezusowa zasada: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego Sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam dodane” (por. Mt 6,33).